Kreta w Grecji
Bikerowi Maćkowi udało sie pojeździć na Krecie. Góry, podjazdy i przepiękne widoki oraz ogromny upa...







XT vs. Deore
Przez dłuższy już czas chciałem opisać swoje spostrzeżenia na temat hamulców Deore XT (zestaw 775) i dwie klasy niższych i st...

Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.

strony po 5 wpisów: «  1  2  3  4  5  6  7  8  9  [10]  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  »


DZIAŁA!   [2010-02-01 20:56:13]
Strona już działa. Nie działała bo zapomniałem opłacić faktury za serwer :/ A jak przypomnieli, to szmalu zabrakło i trzeba było czekać do wypłaty. Mniejsza z tym.

Mamy luty - styczeń zakończył się chyba najsłabszym od dwóch lat przebiegiem na rowerze - 186km. Biegowo też nie najlepiej - 62km :( Na szczęście nie wynikają z braku chęci, tylko z braku warunków, dzisiaj na przykład jazda z pracy na rowerze była koszmarem - temperatura około zera, błoto pośniegowe z solą na 20-30cm. Nijak się da jechać. Rano za to zlodzone wydeptane ślady na ścieżkach. Poza tym trochę na desce pojeździłem - nowa sprawność rozwijana, ostatnio w Wieżycy. Nie wiem co ludzie widzą w tej górce - krótka, wcale nie taka stroma, kiepski dojazd, obsługa też jakaś taka opryskliwa. Słabo. Pogoda też nie dała rady - zawieje i zamiecie. Wybrałem się LandCruiserem z Marcinem, poza tym jeszcze Radek, Daniel i kolega Bartek pojechali Golfem. My uderzyliśmy sobie przez zasypane wiochy, a zasypało w drodze powrotnej tak, że tylko jeden pas na środku a po bokach zaspy na półtora metra. Rumakowanie skończyło się w zaspie w rowie - wyleciał z naprzeciwka nadgorliwy człowiek w czapce z daszkiem, gnój sie nawet nie zatrzymał. Półtorej godziny odkopywania wozu saperką... Gdyby nie uprzejmi panowie z BMW z wielką łopatą, zeszłoby 3 godziny. Tyle jeśli chodzi o deche.

Rower - wiadomo, tylko do pracy i to spokojnie, inaczej się nie da. Z bieganiem różnie, przy -20°C dla mnie jeszcze nie bardzo, szkoda płuc, za to jak się w końcu wybrałem po dwóch tygodniach to nogi zapomniały do czego służą buty biegowe i znowu załatwiłem sobie stopy. Otarłem śródstopia. Nie wiem o co chodzi, jakaś porażka. Ostatnio było wszystko git, ale rozbiegałem dzień po dnu, dzisiaj zaopatrzyłem się w plastry Compeed i lecę jutro nogami do pracy. Wyjdzie na to samo jakbym jechał rowerem, dzisiaj wracałem jakieś 50 minut. Biegiem będzie szybciej.

Miałem tez znowu spotkanie z agresją, ale nie chce mi się dzisiaj już pisać - jutro opisze zdarzenie.

A jeszcze - wczoraj z rodzinką pojechaliśmy sobie na charytatywny mecz hokeja - całkiem fajnie, tylko zmarzłem potwornie. No ale trudno się spodziewać upałów na lodowisku. Grały ze sobą drużyny żużlowców, dziennikarzy i księża. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie rzesze fanatycznych parafian i stronniczy konfenansjer, który pozytywnie relacjonował zagrania księży, a media wręcz mieszał z błotem. No cóż, księdzem był. Miłuj bliźniego jak siebie samego :D Beke miałem jak jeden z zawodników księży czapnął się z dziennikarzem, mało kaski nie poleciały hehe.

Ostatni bieg (Jendrek i Ozyrys też). Słabe warunki, wydeptane ścieżki w śniegu a i tak w buty się sypało. Ślisko. Cztery kółka wokół zbiornika plus droga do chaty.



DZIAŁA!
-------------
Bynio
Marcin
Radek
Daniel :D
Bartek
Pomoc z BMW - dzięki panowie.
To jest ulica (asfaltowa)
Nie ma letko
Charytatywny mecz hokeja

Daniel na desce:
Rower dla odmiany   [2010-01-18 22:12:28]
Poniedziałek - dzień biegania do pracy. Nawet warunki dzisiaj sprzyjały, tylko -3°C i śnieg padający pół nocy. Niestety, boli mnie każdy najmniejszy mięsień pod skórą, do tego wielki siniak z krwiakiem na udzie. Wolałem odpuścić i wejść na rower. W sumie śniegu nie tak dużo, spadło raptem kilka centymetrów. Noo to się "przejechałem". Tak trudnych warunków na rower jeszcze tej zimy nie było, nawet jak spadło 20cm i było 18 stopni mrozu. Dzisiejszy śnieg był koszmarnie śliski, do tego lepki tak mocno, że moment miałem zapchane SPD i cały napęd. Co gorsza zostawiłem w pracy ochraniacze na buty, a te całe oblepione po chwili. Nie było szans utrzymać się na żadnej ścieżce nieodśnieżonej, nawet przednie koło wpadało w uślizgi a tylne wogóle brak przyczepności. Na ulicach tak samo lepkie błoto pośniegowe, z powrotem jeszcze gorzej bo więcej śniegu. Jechałem ponad 40 minut. Na szczęście od środy ma być większy mróz, może będzie tak jak ostatnio :)


Rower dla odmiany
-------------

Deską po krawędziach.   [2010-01-18 08:47:37]
Ciąg dalszy jeżdżenia w dół. Dzisiaj pomimo ostrego wiatru i miliona ludzi na stoku w Trzepowie był już "fun na maxa". Wybraliśmy się z Moniką, Kasią i Jendrkiem - ja podpatrzyłem jak jeździć z tylnej na przednią krawędź, a Kasia z Jendrkiem za to jak używać tylko tylnej. Nooo i przynajmniej gleby były porządne, jak przy dużej prędkości przy przejściu na przednią, tylna stoku załapała - zjechałem z 10 metrów na plecach głową w dół.
Tym razem wziąłem większe buty, znacznie wygodniej i przyjemniej. Za to wielki siniak od liny wyciągu, no niestety - nie jest dostosowany do "snołbordzistów", linę trzeba trzymać przełożoną przez udo. Jendrek dzielnie ćwiczył wyciąg i pod koniec zabawy już wjeżdżał. Kasia dała sobie spokój, po ostatnim razie miała dość upadków na tylną część ciała. Monia dalej szlifowała narty, tym razem już z samej góry i korzystała bez problemu z wyciągu. Zaliczyła tez koncertową glebę - słabo ze skrętami gwałtownymi, a jakiś gamoń widząc że jedzie prosto na niego nawet o pół metra się nie ruszył. No i narty ręce nogi we wszystkich kierunkach poleciały. Później z Kasią pobawiły się nową atrakcją - snowtubbing - fajna sprawa, jazda w rynnie na dętce, obydwie wróciły uchachane.
Osobiście chętnie skorzystałbym z dłuższego stoku, żeby rozpędzić się jakoś godnie, niestety najbliższy gdzieś w górach :( Kiedyś na pewno się wybiorę.

Wrzuciłem na jutuba filmik z pierwszego ślizgu na desce z piątku. Absolutny mój pierwszy raz hehehe.




Deską po krawędziach.
-------------
Sprzęt na nogi
Monia nadal narty
Jendrek zdobywca wyciągu

Na zdjęciu głównym Kasia i Jendrek.
Dzisiaj ostry wiatr, że ze stoku spychało :)
Potwornie nas wyziębiło.
Nowa sprawność - snowboard   [2010-01-16 22:36:30]
Pierwszy raz miałem doczepiona deskę do nóg. Ubaw po pachy, coś zupełnie nowego - nie móc utrzymać równowagi stojąc :) Na szczęście wybrał się z nami kolega Marcin, który nie dość że świetnie jeździ to jeszcze umiał nauczyć podstaw. Po trzech godzinach całkiem sprawnie zjeżdżałem choinką ze stoku w Trzepowie. Jeżdżenie na krawędziach jeszcze słabo, następnym razem poćwiczę. Wiele ciekawsza jednak była nauka używania wyciągu, takiego który ma kawałek amortyzowanej liny z kółkiem na końcu - oj tu był ubaw, pierwszy wjazd totalna porażka, ale za piątym podejściem bez problemu wciągałem się na samą górę. W każdym razie sport rewelacyjny, chcę więcej :)
Odwiedziliśmy też wcześniej stok w Przywidzu, ale było tyle ludzi że nawet nie wysiadaliśmy z samochodu. 4km dalej w Trzepowie o godzinie 12.00 było może 20 osób. Dwie godziny później już więcej, ale nie było tłoku.
Dzisiaj nie mam mięśnia który nie bolałby, a w szczególności mięsień czworoboczny (zwany kapturami) od machania łapami we wszystkie strony. Żona Monika narzeka na łydy, ale bardziej od butów - niestety sprzęt z wypożyczalni nie zawsze da się dopasować, jak to mówią - jeśli jeździłeś tylko na sprzęcie z wypożyczalni, to tak naprawdę nie jeździłeś. Monika za to jeździła na nartach, pierwsze próby też z tyłkiem po śniegu, ale w sumie zaliczyła tylko jedną glebę, ja za to ze trzy za każdym zjazdem :) Po godzinie nauczyła się też skręcać :D



Nowa sprawność - snowboard
-------------
Monika na nartach
Kuzyn Daniel
Se jade
Trudniej się nauczyć używać wyciągu niż jeździć
W tej pozycji najczęściej na stoku
Monika na nartach

Dzisiaj 13 - nie jestem przesądny.   [2010-01-13 23:48:07]
Ale szlak mnie trafił. Pierwszy raz tej zimy wkurzyłem się na śnieg. Nie ten wszędzie wogóle, ale zalegający na parkingu, a także na grubą warstwę lodu pod nim. Zostawiłem na dolnym parkingu samochód jeszcze przed opadami śniegu i tak sobie stał od paru dni. Chcieliśmy z żoną dziaisj pojechać do sklepu kupić jakieś narciary, no i dupa. Godzina taplania się i wypychania z zasp. Wyjazd z każdej strony pod górkę. Po lodzie ze śniegiem na wierzchu - anwyjeżdżable. Żaden sąsiad nie pomógł. To, że wczoraj i przedwczoraj wypychałem połowę samochodów z parkingu nie ma znaczenia, a widziałem kolesi stojących w oknach i patrzących jak to Bynio z żoną się męczą. Pozdrawiam. W sumie to żal do zarządcy, który pobiera co miesiąc opłatę za odśnieżanie - jakoś o parkingach zapomniał. Ale śnieg był bliżej i jemu się dostało.
A to nie koniec atrakcji. W piątek umówieni byliśmy z Kaisą i Jendrkiem na narty do Przywidza. Kolejna kupa, Kasi cofnięto urlop. Mieliśmy jechać z nimi ich samochodem. No szlak. Ale jestem tak zdeterminowany że wypchnę tego mojego złoma i pojedziemy choćbym go wnieść na plecach z tego parkingu. Ech, no można się wkurzyć.

Bieganie / jeżdżenie do pracy też masakra. I tutaj nie wina ilości śniegu, ale bardziej służb odpowiedzialnych za odśnieżanie. Nawet jeśli pług przejedzie po chodniku i tak zostaje gruba warstwa błota śniegowego. Zauważyłem, że na takiej nawierzchni instynktownie podnoszę palce jak najwyżej i mięśnie piszczelowe niemal nie rozluźniają się. Do tego bieganie bardzo siłowe i brak rytmu - każdy krok inny. Reasumując - po kilku kilometrach potworny ból mięśni piszczelowych aż do łydki. Do tego dwa chodniki wogóle nie widziały pługa, za to lecą na nie kawałki soli z ulicy - śnieg się nie ubił i jest 30-cm warstwa niewiadomoczego grząskiego. Nie da się biec. O jechaniu rowerem nie wspomnę. Co prawda na rowerze w ostateczności jadę ulicą, z duszą na ramieniu. Tam gdzie chodnik i już ubita śnieżka da się jechać, chociaż trzęsie mocno i trzeba trzymać się środka ubitego, ma nie więcej jak 30cm. Chwila nieuwagi i uślizg koła - nie ma szans się wykaraskać, trzeba stanąć i startować jeszcze raz. No cóż, nie ma lekko. Z drugiej strony, to świetny trening to ciężkich warunków na XC albo biegach terenowych. Tzn tak się pocieszam :)
Wczoraj rowerem, dzisiaj biegłem, jutro rowerem.

Aaaa jeszcze coś - ruszyło głosowanie na blogi w konkursie na najlepszy blog coś tam coś tam. Chętnych zapraszam do wydania 1,22zł i wysłania SMS. Nie liczę na wygraną, ale im wyżej tym lepiej, będę czuł się mile połechtany :D http://www.blogroku.pl/mtb3x,gwb2u,blog.html


Dzisiaj 13 - nie jestem przesądny.
-------------
Zimówki są przereklamowane
Zimówki są przereklamowane
Zimówki są przereklamowane
Zimówki są przereklamowane
Zimówki są przereklamowane
Zimówki są przereklamowane
Zimówki są przereklamowane
Zimówki są przereklamowane
Zimówki są przereklamowane
Zimówki są przereklamowane
Zimówki są przereklamowane
Zimówki są przereklamowane

Zimówki są przereklamowane.