
Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.
strony po 5 wpisów: [6]
Amortyzator płacze [2010-04-21 19:58:03]
Kolejny wydatek - uszczelki. I to jak najszybciej, płacze amor jak moje uda po przejechaniu co lepszych kawałków. Dzisiaj już pociekło po goleniach. Jeszcze trochę i olej całkiem wycieknie, a do wypłaty tydzień. Na wszelki wypadek na sobotę przełożę koła do hybrydy, bo teamowo mamy zamiar się wybrać na 160km trip, 60 km po asfalcie do Sierakowic i powrót Czarnym Szlakiem 100km. Poza tym na takich długich trasach lepiej się jeździ hybrydą z korbą 48 i sztywnym widelcem, nie będzie to wyścig po korzeniach i skałach. No i solidny trening przed Harpaganem. Oby pogoda dopisała.
Wracając do dnia dzisiejszego - powrót z pracy Żółtym Szlakiem, tym razem w towarzystwie Trekowej Ani. Na zjeździe z nasypu kolejowego się rozstaliśmy, Ania dalej żółtym do Gdyni, a ja prosto nasypem po zaschniętych gigantycznych koleinach, potem Stolema DH i przy cmentarzu łostowickim złapałem gwoździa w oponę. Drugi raz w tym tygodniu! Prawo serii działa. Dobrze że wczoraj znalazłem dętkę w gratach, po niósłbym sprzęt na plecach.
"Shut up woman, get on my horse" [2010-04-20 20:23:39]
Wczoraj pozwiedzałem letnie ściechy dopracowe. W jedną stronę pojechałem przy cmentarzu łostowickim i łącznikiem szutrowym z kartuską - tu pierwszy zong, nasypana hałda ziemi przy samym wjeździe. Jakoś przejechałem, a za 100m taka na 3 metry wysoka od krzaków do krzaków. Nie ma mocy, trzeba zejść z roweru. Za Kartuską w Myśliwską - a tu zdjęte płyty z ulicy. O_o. No ale dla roweru nie problem. Potem jeszcze ściecha równoległa do Schuberta/Sobieskiego - też wykopki, błota zaschniętego do kostek. Ogólnie - bardzo przyjemna trasa :)
Powrót bujnąłem się po moim ulubionym Żółtym Szlaku. Oj hardcore, czuć brak akcji w zimie, ledwo się wdrapywałem na morenowe górki. Po drodze jeszcze zwalone drzewo do przejścia, trochę miękkie podłoże, jakieś wykopki za podjazdem na Magellana przy nowo budowlanym osiedlu. Ale najlepiej było na singlu już przed Rakoczego. Jadę sobie spokojnie sam na ścieżce, jakieś 30km.h na liczniku, przejeżdżam ostry zakręt, górkę i wypadam niemal na dupę konia. Trzy laski na koniach jada sobie po lesie. Ostro po hamulcach, koła zablokowane, a koń panika. Stanął dęba, i w las. Dobrze że laska doświadczona bo chyba by jej kark skręcił. Opanowała go po paru metrach, ale łapki zdążyła poocierać. Żeby nie denerwować koników bardziej jechałem sobie spokojnie w pewnej odległości za nimi, licząc że pojadą sobie dalej prosto, a one na ostrym zakręcie ładują się na moją trasę. No nic, nie chciało mi się wlec za nimi, pojechałem prosto, a tam jak się okazało test odwagi. Tym razem zjazd wygrał, zszedłem z siodła :/ Następnym razem spróbuję, najwyżej znowu klamkę wygnę :)
Potem jechałem już Rakoczego przez Morenę i dalej Bulońską przez Myśliwską z górki hamulce dotrzeć. Zdjąłem słuchawki żeby posłuchać co tam skrzeczy i piszczy - patrzę w dół a tu znowu odkręcona korba. Oooo nie. już trzeci raz, a przykręciłem ile mocy w łapach na impusie. Lipa. Mało brakowało a lewe ramię zsunęłoby się, pewnie poleciałbym aż miło. W domu zdjąłem, wyczyściłem przy okazji zdrowo już upierdzielony łańcuch i wkręciłem śruby smarując je delikatnie silikonem do skręcania osprzętu w silnikach. Chyba się nie już wykręci.
Dziwny weekend [2010-04-18 22:43:37]
Organizm chyba był nastawiony na Harpa, bo jakiś zdemolowany się czuję. Dzisiaj wstałem o 5.30 i przejechałem się do Tczewa i spowrotem, nawet się specjalnie nie zmęczyłem mimo wiatru... 1:15 w jedną i pod większy wiatr 1:27 w drugą. 67km.
Wczoraj z Jendrkiem pojechaliśmy po południu kawałek po niby terenie, ale już wogóle bez emocji. Nie dość że nie mogliśmy się przebić przez nowobogackie pozamykane osiedla (absurd), jak wkońcu trafiliśmy gdzie chcieliśmy to spadły chęci od ciągłego zatrzymywania się i szukania dojazdów... Raptem 25km zrobiliśmy i do domu. No jeszcze po drodze do Tysara, dla stałych klientów zawsze otwarte nawet jak zamknięte :D Dostałem w prezencie czarne śrubki do hamulców, Jendrek zakupił jakieś lampki i inne akcesoria.
W czwartek trafiłem pierwszą (chyba) "gumę" w tym roku. Na Łostowickiej nie jechałem po chodniku jak zwykle tylko z okazji korku po ulicy i zjechałem na ściechę obok. No i w sam środek opony jakimś gównem. Nie chciało już mi się wymieniać dętki, trochę trzymało - dopompowałem dwa razy i dojechałem. W domu okazało się że zapasowa dętka to 28". O ile dobrze pamiętam kupowałem "u Rudego" - no cóż, każdemu się może pomylić, ale następnym razem będę patrzył co kupuję. Niestety drugi zapas został w pracy, a godzina późna więc nie mogłem kupić. Dupa, pojechałem w piątek samochodem. Na bieganie nie mam mocy ostatnio zupełnie. Lecę na ryj, spadam spać.
Sprzęt przetestowany "na ostro" [2010-04-14 22:04:54]
Dzisiaj pojechałem "po bandzie" doszukując się problemów z działaniem osprzętu. Poza tym musiał się oczyścić i dopasować hamulec, więc ile pary w nogach z górek i ostre hamowanie. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów koło staje w miejscu. Przerzutki też lepiej, wczorajsza regulacja pomogła, chociaż jeszcze drobne opóźnienia przy zrzucaniu łańcucha pozostały. Na razie nie ruszam, przy nowych linkach za tydzień i tak trzeba będzie regulować. Niestety opony dogorywają, agresywnej jazdy już nie wytrzymują. Na ostrych łukach muszę uważać, na luźnej nawierzchni uślizgują się, tzn przednie koło. Czasem stresujące. Nadają się na przejechanie Harpa albo jeżdżenie do pracy, ale na XC albo maraton już coś nowego trzeba założyć. Poza tym poci się amor, co najbardziej mnie martwi. Będzie musiał dostać nowe uszczelki, ale szkoda mi już w niego inwestować. Z drugiej strony na nowy w tym sezonie raczej małe szanse. Kołom też przydałby się serwis, wycentrować i serwis tylnej piasty przydałby się jak nic. Może przy okazji zmiany opon. Brakuje tez śrubek. Musiałem pożyczyć z zacisków od Deore. Może ktoś wie gdzie można kupić zwykłe stalowe śruby do mocowania adaptera? Czarne stalowe imbusowe z ryflowaną główką najlepiej. Będę wdzięczny za info, znalazłem w "Dźwigni", ale trzeba kupić ich 500 na raz :D
Pokusiłem się też o zważenie całości, tak jak stoi waży 10,8kg, z licznikiem i oponami IRC Serac XC (drutowe). Całkiem przyzwoity wynik, jedzie się naprawdę przyjemnie. Niby kilogram różnicy, ale to jednak czuć jadąc pod Łostowicką, że nie wspomnę o bardziej terenowych podjazdach w pobliżu chaty. I na tym koniec, poza amortyzatorem i oponami które i tak trzeba wymienić, raczej nie będę dążył do jeszcze niższej masy. Może zejdzie do 10kg. Potem to już zbyt duże koszty w stosunku do uzyskanego efektu. Poza tym bebzon muszę odchudzić przede wszystkim, a nie rower :D
-------------
Przydałoby się jeszcze skrócić rurę sterową, bo te podkładki słabo pasują... Jutro.
Miałem nie poruszac tematu żałoby... [2010-04-13 23:45:04]
...ale w zaistniałej sytuacji nie ma takiej możliwości. Od zawsze jestem zdania że żałobę (jakąkolwiek) nosi się w sercu a nie na obrazkach na czarno-białych stronach. Kto szanuje, nie musi się z tym obnosić i każdy postępuje według własnego sumienia. Dlatego odwołanie Harpaganu 39 w sposób jaki się odbyło, lekko mnie poirytowało. Nie mówię już o subiektywnych odczuciach wylewanych na forum Harpa przez zwolenników i przeciwników, ale pisanie że rajd się odbędzie, a potem średnio udane tłumaczenie że się nie odbędzie... No proszę państwa, tak się nie robi. Osobiście uważam że tego rodzaju wydarzenie sportowe nie koliduje z żałobą, która zresztą się kończy niemal w czasie startu. Mieszanie tutaj uroczystości pogrzebowych jest nie na miejscu, bo to już jest prywatna sprawa każdego. Powiedzmy szczerze, do Krakowa wielu z niedoszłych uczestników nie pojedzie, a siedzieć i oglądać w TV również nie zamierzam. Jakkolowiek organizatorzy mieli pełne prawo do odwołania imprezy, tak czy inaczej nie dogodziliby każdemu. Ja jestem w obozie przeciwników odwoływania. To moje wnioski, z którymi jak. Z drugiej strony wiele osób jest zadowolonych, no cóż, niech startują w maju. Ja raczej małe szanse na w takim układzie, co tym bardziej mnie boli bo Harp jest dla mnie imprezą obowiązkową. Poza tym, liczba uczestników gwałtownie się zmniejszy, wiele osób (w szczególności piechurzy) zaklepało sobie urlopy itp i nie będzie miała możliwości uczestnictwa w innym terminie.
Tyle jeśli chodzi o moje żale.
Kolejna dupa to start na Wiosennym Tułaczu. Też czekałem pół roku na imprezę. Organizatorzy dali radę i nie odwołali i chwała im za to. Nie zabrakło oczywiście głośnych głosów sprzeciwu i marudzenia o skandalu. A sam dzień wcześniej strułem się tak potwornie, że Radek i Jendrek poszli beze mnie. Ja zdychałem do późna na łóżku i nawet duchowo nie miałęm siły ich wspierać. Jakieś pasmo niefartów. Ciekawe co będzie następne.
Ale tam, z pozytywów złożyłem Treka na lato i na starty. Trochę zeszło z ustawianiem przerzutek jak zwykle, dwa dni jeździłem bez tylnego hamulca - było nieźle, szczególnie jak się z Jendrkiem wybraliśmy szukać drogi do Pruszcza przez pola. Po paru kilometrach brak tylnego zupełnie mi nie przeszkadzał. Przy okazji znaleźliśmy zajebiste tory enduro, świeżo usypane. Pewnie jeżdżą chłopaki (i dziewczyny) quadami i enduro, bo hopy takie wielkie że pojazd z silnikiem wymagany.
Dzisiaj jeszcze wyregulowałem dokładnie przerzutki, założyłem tylny hamulec i rower w komplecie. A, z serwisem hamulca też się ubawiłem. Wczoraj pojechałem najpierw do Rowersów na Chałubińskiego, mówię o co biega - nie ma sprawy, spoko, termin na za tydzień. Że co?!? Koszt ok 65zł. ILE?!? Jeszcze dostałem info że sezon i nikt nigdzie mi szybciej nie zrobi. Dałem spokój, pojechałem do Tysara po drodze. Sporo klientów, z obawą się pytam na kiedy może być. "No mamy teraz trochę, jeszcze dwoje czeka, to gdzieś tak za godzinę zaczniemy..." Nie ma sprawy panowie! Może być na jutro. Odebrałem dzisiaj, jeszcze w trakcie dnia telefon że już jest, zapłaciłem 30zł! Najlepszy serwis w Gdańsku. Bez jaj.
Poza tym rower dostał nowy napęd i przerzutki. Muszę jeszcze poustawiać porządnie szpeje na kierownicy, bo paluchy od wachlowania manetkami bolą. Jutro jazda z dwoma hamulcami, można będzie solidnie potestować - dzisiaj jadąc tylko przednim wyprzedził mnie jakiś turysta w dżinsach! Zuuuooo.