Kreta w Grecji
Bikerowi Maćkowi udało sie pojeździć na Krecie. Góry, podjazdy i przepiękne widoki oraz ogromny upa...







XT vs. Deore
Przez dłuższy już czas chciałem opisać swoje spostrzeżenia na temat hamulców Deore XT (zestaw 775) i dwie klasy niższych i st...

Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.

strony po 5 wpisów: «  1  2  3  [4]  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  »


Zawody w Bytowie   [2010-06-05 18:55:30]
Pojechałem, przejechałem, przyjechałem. Całkiem przyzwoita impreza, jak na organizowaną przez regionalny klub. Organizacja, oznaczenie trasy, strażacy do pomocy nawet na leśnych ścieżkach, naprawdę trudno się do czegoś przyczepić. Chyba że na siłę :) - słaby bufet w trakcie, a akurat nie miałem żadnego żarcia ni żela... Trasa stosunkowo prosta, dwie pętle po 26km, chociaż miało być po 30. Trasa niemal równinna, żadnego poważniejszego podjazdu, teoretycznie co lepszy mógł wszystko z blatu przejechać. Trudność stanowiła duża ilość sypkiego i głębokiego piachu - widziałem że osoby z mniejszym doświadczeniem miały problemy. Ja za to miałem zupełnie inny zong... Zaraz po starcie, na drugim kilometrze, na jakimś większym korzeniu przywaliłem swoim dupskiem w siodełko zbyt mocno. Już nie pierwszy raz - przekrzywiło się do tyłu. Katastrofa, nie wziąłem imbusa szóstki. Rękoma nic nie zdziałałem, prędzej złamałbym niż wyprostował. No nic, trudno - trzeba jechać. Moc z nóg nie była już tak przenoszona jak powinna, do tego musiałem trzymać inaczej kierownicę, żeby do tyłu nie polecieć. Poza dyskomfortem, na pewno kilka, albo i naście minut poszło w plecy. Ale ogólnie jechało mi się przyjemnie, sporo przejechałem "na nogach", piasek nie sprawiał problemu, a lajtowa trasa akurat dzisiaj mocno odpowiadała, bo jeszcze po sobotnim piciu nie doszedłem do siebie :) Będzie można imprezę wpisywać w kalendarz startów i polecać znajomym.



Ostatnie metry na trasie to dojazd do parkingu - zapomniałem wyłączyć Garmina na mecie


Zawody w Bytowie
-------------
Ogólnie słabo :/

Trek przygotowany   [2010-06-04 23:37:31]
Zjarałem sobie plecy. Na buraka. I to przez przypadek podczas przygotowywania roweru do jutrzejszych zawodów w Bytowie. Ładne słoneczko, ciepło, to sobie zrobiłem warsztat na balkonie. Regenerowałem amortyzator z wymianą uszczelek i przycięciem rury sterowej. Do tego przekładka kół czyli tarcze, kaseta, opony. Zeszło parę godzin, bo nie wiedziałem jak się zabrać za uszczelki w psylo, a tu po prostu trzeba użyć mocy. Lepsza zabawa z umieszczeniem nowych uszczelek, tutaj też trzeba wiedzieć o co chodzi. I jeszcze większej mocy - wszystko śliskie od oleju, uszczelki dość delikatne - młotkiem napierdzieleać się nie da. Zanim wpadłem na pomysł żeby ze starych uszczelek zrobić tulejkę do nabijania, troszkę się pomęczyłem. Następnym razem będzie szybciej. A sam amor w środku elegancki. Pomimo cieknących uszczelek żaden syf się do środka nie dostał, olej był czysty, teflon na goleniach bez uszkodzeń. Jeszcze trochę pojeździ, co mnie cieszy niezmiernie. Przy okazji przyciąłem rurę sterową żeby już podkładek nie używać, ale trafiłem milimetr nad gwiazdką - namęczyłem się sporo żeby ją wyjąć. Przerdzewiała, stał opłakany, ale mam kilka w zapasie. Tak więc rowerek skręcony, nasmarowany i czeka do jutra. Tylko opony słabe, mam nadzieję że przeżyję i nie będzie jakiś hardkorów na trasie. Z tego co patrzyłem na mapie to raczej płasko (chyba). Zobaczymy.
Jadę sam, chociaż plany byłe ambitne. Niestety Dziadek Jasio ledwo chodzi, kolano ledwo żyje. Jendrek ma dyżur i trochę za daleko aby mógł się wyrwać na tyle czasu, a Maciek jedzie w inną stronę. Był plan żeby z rodziną jechać i pojechaliby dystans mini, ale Mati na początku tygodnia stanął na desce z gwoździem i jeszcze się do końca nie zagoiło. Tak więc zostałem sam :(


Trek przygotowany
-------------
Dziury po uszczelkach
i nowe
troszkę za mocno ściąłem, ale jeszcze daje radę

Rower od Kaszebe nieruszony   [2010-06-02 22:06:29]
Ale za to 11,3 km w butach przebiegnięte. Mam nadzieję że taka motywacja się utrzyma, co dwa - trzy dni pobiegać. Przynajmniej pies będzie wybiegany, on chyba najszczęśliwszy z tego powodu. Tym bardziej że wczoraj dostałem zaproszenie na bieg charytatywny w Luzinie. 13 Czerwca. Pewnie dużo lepiej nie będzie niż jest teraz, ale przynajmniej będę miał czyste sumienie. Bo nie omieszkam się wybrać.



Za to w sobotę mam zamiar ogarnąć maraton w Bytowie, organizuje regionalny klub Baszta Bytów, ale dość znany w półświatku rowerowym. A ja przepadam za takimi kameralnymi wyścigami, w przeciwieństwie do tych spędów po kilkaset (i więcej) osób. Jak zwykle mam nadzieję że pogoda dopisze.
Z tej okazji idę w końcu wziąć się za rower. Trzeba uszczelki wymienić w amorze, koła przełożyć, tarcze przekręcić, kasetę zmienić...
A na zdjęciu ciekawostka sprzed tygodnia, jak przygotowywałem rower na Kaszebe. Skręcam, skręcam, łańcuch zakładam, a tu k... korba z drugiej strony. Pośmiałem się sam z siebie, wesoło się zrobiło.


Rower od Kaszebe nieruszony
-------------

Znowu otarte nogi   [2010-05-31 22:28:58]
Cały dzień pada. Miałem dość siedzenia w domu, wieczorem musiałem się zmęczyć - wziąłem psa mimo deszczu i puściliśmy się na rundkę. Absolutnie nie miałem ochoty biegać po betonie - mam dość widoku asfaltu po KaszebeRunda :) Puściliśmy się w dziewiczy teren, jakieś zwierzęce ścieżki, błoto, trawa, górki, dołki. Re-we-la-cja. Tak jak napisałem w opisie trasy - jeśli ktoś sądzi że w Gdańsku nie ma górek, dostanie w ryj. Może nie da się biec 10km pod górę, ale w ciągu 10km te 5 się znajdzie. Dla chcącego nic trudnego - trzeba sobie poszukać. Niemniej jednak znowu otarłem śródstopia, ale chyba sie przyzwyczaiłem do tego. Plastry compeed gówno dały, bo w bucie mokro tak że się odkleiły i odpadły. Nie mogę zrozumieć dlaczego na Jesiennym Tułaczu biegnąc w tych samych butach nie miałem ani ryski - niepojęte.

A jeszcze coś - Dawid został oficjalnym członkiem MTB3x - zaliczył pierwsze zawody wkońcu :) Więcej info w dziale "Bikerzy".


nie ma foty :(
-------------

Intensywny tydzień   [2010-05-31 11:03:28]
Działo się tyle że nie miałem czasu napisać... po pracy treningi a wieczorem jeszcze trochę pracy, trzeba się z fuchami wyrobić bo w końcu mnie spalą, a i z rodziną trzeba trochę pomieszkać. We wtorek trochę pobiegałem z psem - oczywiście otarłem środstopia :/ Na szczęście szybko się zagoiło. Powroty z pracy robiłem sobie żółtym szlakiem do Moreny, zawsze coś, kilka górek do przodu. Raz przejechała się ze mną Ania - myślałem że płuca wypluję przez te parę kilometrów. W piątek odpuściłem już szlak, bo w sobotę KaszebeRunda. Mieszane uczucia, 120zł za przejechanie się po asfalcie. Co prawda pierwsza stawka wcześniej 85 - ale wolałem poczekać żeby być pewnym pogody. A ta dopisała, temperatura idealna, trochę słońca, przede wszystkim zero deszczu. Tylko wmordewind katastrofakny. I chwyty kierownicy - piankowe nie nadają się na 225 kilometrowe trasy, w koalicji z przetartymi rękawiczkami. Mam odbite otarte dłonie, i ciut bolący tyłek. Nogi poza lekkimi zakwasami całkiem spoko. Organizacja imprezy stanowi niewątpliwy wzór - wyprowadzanie zawodników przez motocyklistów, kierowanie ruchem na skrzyżowaniach dla każdego uczestnika, bufety i miejscowi grający na akordeonach. Na mecie masaże, jedzenie i koncert. Impreza naprawdę świetna. Szczegóły opiszę w relacji z zawodów.



A dzisiaj z samego rana 0 8.00 trzeba się było zerwać, bo Dawid miał jechać w swoich pierwszych zawodach rowerowych. Organizowała szkoła na Niedźwiedniku, czy tam jakaś organizacja związana ze szkołą. Nie do końca wiedzieliśmy jaka jest formuła tych wyścigów, a okazało się że to coś jak XC po płaskim terenie dookoła boiska szkolnego - trochę po asfalcie, trochę po trawie, kilka ostrych zakrętów. Dla maluchów w sam raz. Startowały dzieci od 4 lat, Dawid załapał się na kategorię 7-9 lat. Dwa kółka po jakieś 800m, całkiem sprawnie jechał, niestety na 20 m przed końcem zbyt mocno odbił kierownicą i zaliczył koncertową glebę. Zdarty łokieć, obite biodro, głowa cała - właśnie po to nosi się kaski - nie znasz dnia ani godziny. Najważniejsze że młody zadowolony mimo urazów i ostatniego niestety miejsca. Dostał dyplom i batona :) I wygrał w loterii piłkę. A numer startowy wzorem taty wrzuci do pudełka.

---------------------

Aaaaaaaaa! już wiem czemu dzisiaj tylu rowerzystów na solidnych rowerkach. Przecież odbywał się wielki przejazd rowerowy. To tyle.


Intensywny tydzień
-------------
Atrakcje na trasie
Bardzo ładnie
Masaż na mecie
Dawid z furą na zapisach
na kresce
Sekunda przed glebą

Dystans na maj - 671km