Kreta w Grecji
Bikerowi Maćkowi udało sie pojeździć na Krecie. Góry, podjazdy i przepiękne widoki oraz ogromny upa...







XT vs. Deore
Przez dłuższy już czas chciałem opisać swoje spostrzeżenia na temat hamulców Deore XT (zestaw 775) i dwie klasy niższych i st...

Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.

strony po 5 wpisów: «  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  [25]  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  »


Objazd trasy Skandia Gdańsk   [2009-05-27 23:41:51]
Lekko nie było. Zorganizowana była większa grupa osób o różnych "możliwościach jezdnych", ale okazało się że jechałem tylko z Anią z Trek Gdynia i Sebastianem z SopotKillers. Ja jestem znikąd, więc pozostało mi prosić o wyrozumiałość i starałem się dotrzymać tempa. W sumie to najbardziej zmęczyłem się na samym dojeździe, kilka kilometrów z WP do Oliwy przez wzgórza morenowe. Potem od spotkania Sebastiana pierwsze kilometry trasy to kilka podjazdów, kilka mocnych (jak dla mnie) zjazdów z błotem i liśćmi i koleinami po wodzie. Okazało się że IRC Mibro nie jest dobrą oponą na błoto. Przy lekkim hamowaniu z błotnej górki tył ma tendencję to wyprzedzania - niefajnie. Do tego trzeba bardzo uważać na zakrętach. Conti więcej wybaczały, ale znowu były wolniejsze. Wracając do trasy - kilka razy się zgubiliśmy, ominęliśmy chyba jeden przejazd, ale ogólnie trasa po pierwszych górkach całkiem równa i ubita. Trochę korzeni, trochę kamieni otoczaków, dłuuugie podjazdy o małych nachyleniu i kilka przejazdów przy gigantycznych koleinach. Nie mam pojęcia co tam mogło jeździć, chyba ruskie maszyny z syberii... Rozstaliśmy się na asfalcie przy ZOO, miałem na liczniku 41,30km. Potem zafundowałem sobie jeszcze dojazd do domu po żółtym szlaku, potem zielonym do okolic auchan i warszawska/jeleniogórska do domu. W sumie walnęło 66km. Nie będę ukrywał, zmęczyli mnie. Głównie podjazdy, bo potem jak się rozkręciłem to włączył się automat i jakoś dało radę jechać, nawet dobre tempo. Ogólnie takie wyjazdy mobilizują mnie niż deprymują, do podjazdów trzeba zrzucić kilka kg, a z kondycją to wiadomo - kto nie zapierdala ten nie ma.

Czuję ciepełko w czworogłowych :)










Objazd trasy Skandia Gdańsk
-------------

TRIP: 526km (zliczam miesiąc)
ODO: 6049km



Pokaż Skandia objazd+dojazdy na większej mapie
Francuskie ścierwo   [2009-05-22 21:50:32]
Co za szit. Pękł drugi pręt w pedale Look. Jadę sobie prawie spokojnie do pracy i w środku lasu - prztyk! Nawet nie musiałem patrzeć, noga się wyśliznęła, mało się na pysk nie obaliłem. Odrazu pomyślałem że blok coś nie teges, ale nic - wygląda identycznie jak prawy, nic co mogłoby być powodem uszkodzenia zaczepu. Później po wyjęciu resztek, okazało się że całość jest odkształcona. Najwidoczniej materiał jest zbyt twardy i nie wytrzymuje naprężeń. Przestrzegam przed zakupem. Co prawda ważę może więcej niż przeciętny biker, no ale przesady nie ma. Nie sądzę też, żebym miał taką moc w nogach żeby pręty łamać. Ot, francuska tandeta i tyle.
Udało mi się jakoś doczłapać do pracy, jedna strona prętu jeszcze się trzymała, blok chociaż trochę łapał. Z powrotem było znacznie gorzej. Wyjąłem resztki, jechałem praktycznie na jednej nodze. O ile na ulicy jeszcze w miarę dało się jechać, chociaż noga mocno się ślizgała, ale każdy wybój to śmierć w oczach. Nie działa to jak zwykły pedał platformowy, nie dość że blok przeszkadza, to jeszcze sama budowa pedałka nie daje dobrego podparcia. No ale dzięki tamu w okolicach Otomina miałem niezły ubaw. Na szutrowym kawałku standardowej trasy przy jeziorze jechałem całkiem normalnie, około 30km/h i minąłem kolegę rowerzystę na czarno-czerwonym Ghoście. Za chwilę wjechałem do lasu na ściechę Otomin-Bąkowo, gdzie jest sporo wybojów i jedną nogą nie da się jechać specjalnie szybko. Mocno zwolniłem i kolega Ghost użył mocy i wyprzedził. Chciałem tylko pogratulować, wyprzedziłeś koleś faceta jadącego jednym pedałem :) Z pewnością był szczęśliwy i śmiał się ze mnie w duchu, pozostawię go w tym miłym przekonaniu. Noooo chyba że znowu się spotkamy :D
No właśnie, możemy się spotkać bo odkopałem swoje stare Shimano 515. Wiekowe już, ale praktycznie bez luzów, lekko tylko podkręciłem zaczepy i działają nadal świetnie. Całe to pierdzielenie o tym ze niszczą stawy itp to jakiś pic na wodę. Chyba jednak wolę mieć mniejszy luz na stopie, jakoś pewniej się czuję. A co do możliwości ruchu kolan różnica znikoma, chociaż odczuwalna. Jednak wole sprzęt niezawodny, a nie wylajtowany i pękający :/


Francuskie ścierwo
-------------

TRIP: 424km (zliczam miesiąc)
ODO: 5946km


Plusy i minusy   [2009-05-20 21:31:53]
Dzisiejszy dzień to podręcznikowy przykład co jest plusem, a co minusem jazdy na rowerze. Poza oczywistym wielokrotnie poruszanym plusem - czasem dojazdu, zaobserwowałem też po drodze nieco bardziej wymowne. Dzisiaj jechałem inaczej niż zwykle - do pracy ulicą, trochę zaspałem. 28 minut z Bąkowa do Wrzeszcza, a wracałem przez Otomin omijając szkołę i dom. Żona odebrała Dawida, więc mogłem odrazu jechać do przedszkola. Jak dojechałem do obwodnicy czułem dziwny zapach w powietrzu, a na samej obwodnicy korek w dwie strony. Pod wiaduktem przy Wróblówce mocno zadzwoniło, rozpadły się samochodziki z rozczłonkowaniem silników włącznie. Nie przyglądałem się uważnie, ale widziałem jeden samochód z silnikiem kilkanaście metrów dalej, no i sporo wozów strażackich i tego czerwonego gówna neutralizującego płyny ustrojowe samochodów. Wtedy sobie pomyślałem, że fajnie nie jechać samochodem i nie mieć takiego wypadku albo nie stać teraz w korku i spóxnić się nie wiadomo ile do przedszkola. Tak sobie rozmyślając już w lesie w drodze do Otomina błysnęło i zagrzmiało. Miałem jeszcze jakieś 15 minut jazdy, powinienem zdążyć przed deszczem. Myliłem się. Złapało mnie na wysokości jeziora Otomińskiego, niestety nie padało, tylko było oberwanie chmury. Ledwo zdążyłym naciągnąć ochraniacz na plecak i popłynąłem z prądem po lesie. Tam jest całkowicie czarna ziemia, która z wodą robi całkowicie czarne błoto. Nietrudno się domyślić jak wyglądałem, jadąc po tym w wodzie po pedałka. Po jakiś dwóch minutach byłem całkowicie przemoczony, wszystko mi było jedno, a jak wyjechałem w Bąkowie na ulicę trzymałem się chodnika - widoczność za szybą pewnie kiepska, wolałem nie ryzykować. Życzliwi kierowcy zmyli ze mnie część błota strugami z kałóż ulicznych, nogi wymyłem sobie wodą z opon. Rewelacja. To był niewątpliwy minus dzisiejszego dnia.
Reasumując - jednak wolę zmoknąć, niż stać w korku. Zresztą i tak go nie ominąłem, bo przez karambol wszystkie dojazdy do obwodowej się zatkały. Młody w samochodzie zdążył zasnąć - odcinek Kowale - chata prawie godzina czasu.

Looki żyją. Jednostronne wpinanie w sumie nie przeszkadza mi aż tak bardzo jak sądziłem że będzie.



Plusy i minusy
-------------

TRIP: 372km (zliczam miesiąc)
ODO: 5895km



Pokaż Bąkowo - praca ver2 na większej mapie

Bąkowo - WP przez miasto: 12km/28min
Powrót lasem przez Otomin w ulewie: 17km/47min
Look nie daje rady :/   [2009-05-20 00:11:30]
Tyle czasu nie pisałem i odrazu muszę się pożalić... Dzisiaj w drodze z pracy sprzęt zawiódł. Super mocny wytrzymały niedozdarcia hiper extra Look Quartz za 238zł pękł jak ruski kineskop. Nie żebym się pocałował z glębą, czy jakieś specjalne atrakcje z nogami, po prostu but się wypiął. Potem się wpiął, bo pedał się obrócił i nie zauważyłem. Następny raz - stopa luźna. Patrzę - no i k.... nie wierzę. Pęknięty jeden z prętów. Argghhh... Całe szczęście że z drugiej strony jest układ niezależny i nadal działają. Przejechałem na nich około 1000km, to chyba dość mało :/

----------------------------

A tak z innej beczki. W końcu udało się poskładać silnik w oplu, mogę zostawiać samochód w przedszkolu w Bąkowie i jeździć standardową trasą do pracy do Wrzeszcza przez Otomin. Od zeszłego roku różnica w czasie w granicach 4-5 minut na korzyść, zamiast 45 wychodzi 40-41min. Niestety tym razem to raczej zasługa sprzętu - nowa rama, koła, hamulce, opony... Mam nadzieję że jak dojdę do siebie to przytnę jeszcze z dwie-trzy minuty. Podstawowy kawałek dzienny na mapce obok ma 28km.
A BTW. Może nie ma się czym chwalić, ale po ostatnim ważeniu (się) w okolicach gwiazdki przytyło mi się 4kg. 83kg -> 87kg. Co prawda nie chcę wyglądać jak szczypiory z czołówki MTB, no ale to już przesada. Jeśli zrywa się looki, trzeba się za siebie wziąć. To mnie tylko zmobilizowało do częstszego biegania z psem i do siłowni, następne ważenie w okolicach lipca :)

Poza tym w międzyczasie niepisania pobiegałem trochę z Radkiem - znany m.in. z Harpaganu pieszego, udało mi się go lekko zmęczyć. Buty nadal mi się nie dotarły, chociaż nie robią już pęcherzy, ale jak nie nakleję compeeda to sobie ocieram śródstopie. W sumie przez ostatni miesiąc biegałem kilka razy raptem, na razie nie przekraczam 10km. Jutro przypada dzień biegowy, zdam relację.

Skompletowałem całkiem sporo sprzętu na siłownię, brakuje mi tylko stojaków do sztangi - ale to już niedługo. Po pierwszej sesji oczywiście zakwasy. 3 dni ostro trzymało, potem 3 dni schodziło. Oby tylko wbić się w rytm i nie robić długich przerw. Trzeba przerobić zbędną tkankę na mięso. Na razie typowa "ogólnorozwojówka" czyli po jednym podstawowym ćwiczeniu na każdą grupę mięśniową w jednym treningu. po trzech miesiącach podzielę trening na poszczególne grupy.

A pewnego wiosennego poranka założyłem Kojaki na koła i pojechałem na szosę. To mój pierwszy raz na slickach :) Cóż, wrażenia całkiem niezłe, szczególnie na rondzie w Żukowie, gdzie po dwóch obrotach korbą na liczniku 30km.h i mało nie wyrobiłem na zakręcie ładując się pod samochód. Strasznie szybko się rozpędza. Prędkości między 40 a 50km/h to normalna jazda. Pojechałem sobie na działkę do Sitna, zrobiłem krótką przerwę, cyknąłem kilka fotek, gdzieś tam się zatrzymałem bo tarcza ocierała o klocki - regulowałem, wyszło 56km w niecałe dwie godziny. I nie była to jazda po "złote kalesony", niedługo sprawdzę ile da się tak naprawdę wycisnąć. Jednego tylko nie rozumiem, jak ci wszyscy kolarze szosowi mogą jeździć bez amora - ja przy ciśnieniu 5,5 Psi skakałem na każdej nierówności asfaltu jak piłeczka. Tarcze się wzbudzały same z siebie, drgania niesamowite. Jakbym miał blokadę w Psylo, zapewne bym jej użył, ale kurcze takie przestawienie się z "miękkiego" ciśnienia to lekki szok.

----------------------------

I na koniec drobna uwaga. Gówno wylatujące z bieżnika prosto w twarz jest do dupy. Szczególnie jak się idzie po syna do szkoły. Śmierć psom srającym na chodniku!


Look nie daje rady :/
-------------
pęknięty look
Trek 8500 na slickach
Pierwsze błoto na ramie

TRIP: 343km (zliczam miesiąc)
ODO: 5865km



Pokaż Bąkowo - WP - Ujeścisko - Bąkowo na większej mapie


Pokaż Bieg z Radkiem na większej mapie
Przerywam ciszę blogową   [2009-05-19 12:14:21]
Jakoś tak wyszło że długo nie pisałem. Najpierw miało to związek ze śmiercią kuzynki, która jadąc na rowerze zginęła potrącona przez pijanego gnoja, a potem jakoś nie wiedziałem od czego zacząć.

Obiecuję poprawę i dziękuję za zainteresowanie mailowe :)


nie ma foty :(
-------------