
Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.
strony po 5 wpisów: [24]
Kicha na trasie. [2009-07-06 21:43:33]
Dzisiaj interesujący powrót. Pojechałem sobie żółtym szlakiem i starym nasypem, zobaczyć jak schnie. Słabo schnie. kupa błota, koleiny wyżłobione przez wodę, masa gałęzi i jakiś kawałków ściółki na ścieżkach. Jedzie się po tym fatalnie. Na jednym ostrym zjeździe przebiłem oponę (dętkę oczywiście też). Przed zjazdem właśnie pomyślałem że już dawno nie złapałem "kapcia". Mówisz i masz. Na szczęście tym razem miałem ze sobą zapasówkę i pompkę. Poszło w try miga. Za to sama trasa potem słabo, na kawałku gdzie quadowcy na spółkę z innymi "ofrodami" zrobili sobie ścieżkę zdrowia, rowerem przejechać raczej słabo, gdzieniegdzie trzeba się zanurzyć głębiej. Ale ogólnie spoko, można jechać rano również w stronę pracy. Jutro sprawdzę ile czasu zajmie.
Tymczasem idę pobiegać.
--------------------------------
Pobiegałem. 6,7km, potwornie parno i ducha wyzionąć można, spociłem się jak prosiak. Ozyrys jeszcze dyszy. Pogoda na bieganie średnia, bo mokro i błotno i parno, ale biegaczy na pęczki. No i dobrze, przez ostatnie parę lat chyba świadomość zbiorcza się zmienia. Pamiętam jak biegałem 12-13 lat temu (mieszkałem wtedy w Tczewie) to na mój widok ludzie się oglądali :/ Żenada. Na szczęście jest lepiej. Akurat kończąc rozgrzewkę nad drugim zbiornikiem retencyjnym nadjechał znienacka Kuba na swoim Monster Biku ze szprychą w kieszeni. Odpadła na dropie jakimś. No cóż, bywa. Na 31 też da się jechać :)
A jutro wpada Radzio na siłownię poćwiczyć, bo samemu jakoś niespecjalnie się chce, całkowity brak motywacji. Nawet jak już zacznę ćwiczyć, to zaraz się odechciewa, ech... W tygodniu chcemy se tez zorganizować nocny wypad w las, bo samemu jakoś tak niepewnie się czuję. Nawet idąc z psem.
-------------
TRIP: 118,93km (lipiec)
ODO: 6306km
Pokaż Kicha na trasie na większej mapie
Udało się! [2009-07-04 22:51:42]
Wreszcie pojeździliśmy z Maćkiem. Wybraliśmy się na żółty/czarny szlak. Rewelacyjny kawałek ze zróżnicowanym terenem. O tej porze roku bardzo dużo roślinności, która czasem przeszkadza, do tego po ostatnich ulewach na zjazdach porobiły się ostre żleby, ale i tak jedzie się tą trasą świetnie. Polecam każdemu.
Umówiliśmy się że jeśli w końcu pojedziemy to uwiecznimy to w kamieniu, no ale ostatecznie wziąłem tylko aparat. Kilka fotek tylko, przy dokręcaniu sztycy (moja ciężka dupa znowu przekrzywiła siodełko) i obowiązkowe zdjęcia na mostku na czarnym szlaku. Przejażdżka jak najbardziej spokojna, zeszło nam 2:41h na 41km.
Ha! A najlepsze że po wejściu na wagę po rundce zeszło do 87,4kg. Znaczy że za mało piłem, jakiś litr za mało - przy takim upale trzeba lać pełen camelbag. Nadrabiam browarkiem właśnie, wrzucam mapę i idę lulu.
Tak, wiem, nie piszę. [2009-07-04 22:16:10]
Bo mi się nie chce. Za gorąco. Ale jeżdżę. Od poniedziałku. Forma tragiczna, po 10km spocony jak prosię, na wadze znowu 3kg więcej, cyferki zatrzymują się na 90kg :/
Z bieganiem też słabo, 5km i zgon. Ech...
A z pozytywów to odbył się ślub mtb3x'owych rowerzystów, Kasia i Jendrek się byli chajtnęli. Wesele rewelacja, świadkować mi dane było. Trzydniowa impreza w wynajętym ośrodku wczasowym - re-we-la-cja. Polecam wszystkim noszącym się z zamiarem zaobrączkowania.
Niedługo wrzucę fotki.
Z bikerem Maćkiem też nie możemy się umówić od dłuższego czasu, zawsze coś wypadnie. Albo się nie spotkamy na trasie, albo ktoś zapomni komórki, albo ktoś zostaje dłużej w pracy, albo po dzieci trzeba jechać. Stwierdziliśmy że jak wreszcie się przejedziemy to uwiecznimy to dłutem w kamieniu.
Jednak żyję. [2009-06-17 21:21:27]
Dostałem nieco maili czy żyję, bo nic nowego od parunastu dni. Żyję i mam się dobrze, a pisać trochę nie było o czym. Tzn zawsze by się coś znalazło, ale nawet kompa nie chciało mi sie czasem odpalać. Dzieciakom zbliża się koniec roku szkolnego, cały czas deszcze i błota, do tego codziennie coś po pracy do załatwienia i nie da się jeździć rowerem. Ale jeszcze tylko dwa dni, wakacje i nie będzie trzeba jeździć szkoła/przedszkole. Wypas. W międzyczasie z braku roweru trochę biegam i trochę kilogramów przerzucam na siłowni. Aaaa, jedna atrakcja była. Przyszły szwagier kawalerskie wyprawiał, mniejsza jak było, ale wkurwiłem się tak, że z Sopotu do domu piechotą przyszedłem. Będzie coś pod 30km. Prawie jak wypad z psem, tylko że bez psa i po chodniku, lajcik. Praktycznie żadnych skutków ubocznych, malutki pęcherzyk tylko, ale po dwóch dniach zniknął.
Trzeba popracować, jak bedę miał wenę opiszę parę przygód :)
Czuć mięso. [2009-05-28 22:02:06]
Wczorajszy dzień dopiero dzisiaj czuć w nogach. Ale to przyjemny ból, motywujący. Z drugiej strony miałem dzisiaj pobiegać, ale chyba lepiej porządnie zregenerować mięso niż robić coś na siłę. Przy okazji wyczyściłem względnie rower, trochę zasechł :) Odkryłem sporo nowych rysek na ramie, muszę też się wziąć i zamówić i okleić folią newralgiczne miejsca, bo rama za pół roku straci lakier i będzie wyglądać jak stara ElNino.
Na zakupy się też wybrałem, skończył się smar do łańcucha, skoczyłem na wysepkę i tylko Finish Line. Są tacy, którzy uważają że jet najlepszy, ale już kiedyś miałem i sądzę że jest przereklamowany. Wyjdzie w praniu, zdam relację. Do tego nowe spodenki i bluzka, stroje teamowe chwilowo odłożone ze względu na ogólnoteamowy brak funduszy, dlatego nabyłem był coś "na teraz". Padło na komplecik spodenki MIMO TORO (?), ROGELLI TORINO - koszulka rowerowa i POLEDNIK rękawiczki. Oczywiście promocja, ale wszystko wygląda na całkiem przyzwoity towar, a jak się bedzie sprawował nie omieszkam opisać. Jadąc z wysepki przez miasto jak zwykle trafiło się kilku idiotów w samochodach, nawet nie chce mi się komentować, przeżyłem.
Jakoś dzisiaj nie mam natchnienia , chyba telewizję pooglądam...
-------------
TRIP: 547km (zliczam miesiąc)
ODO: 6070km
Pokaż Wysepka na większej mapie