
Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.
strony po 5 wpisów: [23]
Leje od wczoraj [2009-07-19 20:57:34]
Ale zdążyliśmy się wybrać w sobotę rano. Był plan pojechać do Stegny, ale właśnie ze względu na pogodę szurnęliśmy się na żółty szlak. Plan też był ambitny, przejechać cały - ale Jendrek był się ożenił i spędza też czas z żoną :)
Wyruszyliśmy o 7.00 w stronę Matemblewa po zielonym szlaku, potem żółtym do Sopotu i powrót ściechą przy Grunwaldzkiej/Zwycięstwa. Podjazd na Morenę i przy cmentarzu łostowickim w stronę chaty. Strasznie parno było, nie dało się jechać wolniej niż 20km.h - przy takiej prędkości jeszcze chłodzenie działało. W lesie trochę spokojniej, ale znowu żółty szlak do prostych nie należy, trzeba się spocić. Sam powrót po równym tez zawsze mobilizuje do szybkiej jazdy, ogólnie całkiem nieźle wypompowani przyjechaliśmy. A potem tylko deszcz i siedzieć w domu do dzisiaj. Zara idę pobiegać, bo jeździć w błocie mi się nie chce.
----------------------------------
Trochę pobiegałem. W końcu udało się przekroczyć 10km, przebiegłem 11,42km. Wcześniej stopy odmawiały posłuszeństwa, albo mięśnie (łydki i te po drugiej stronie). Pobiegłem w stronę Szadółek przez nowo budowane osiedla, przekroczyłem obwodnicę i w stronę Otomina, a przy lesie w bok na Szadółki i pętlą za wysypiskiem na Kowale. Powrót mniej więcej wzdłuż Świętokrzyskiej i koło Banana, gdzie go zresztą spotkałem jak wywoził rower. Jeszcze wcześniej jakiś wielki pies nas zaatakował (biegłem z Ozywysem) i dobrze że miałem gaz ze sobą, obyło się bez gryzienia. Chociaż sam na siebie przyjąlem dawkę :/ Potem koło zbiornika i do domu. Miło.
-------------
TRIP: 413,38km (lipiec)
ODO: 6600km
Pokaż ponad 10 na większej mapie
Ale upał [2009-07-17 15:17:43]
Lubię ciepełko, chociaż do jazdy rowerem to tak sobie. Trzeba uważać, przykryć głowę i dużo pić. W poniedziałek wybraliśmy się z Jędrkiem do Tczewa czerwonym szlakiem. Wreszcie się udało. Ale to była porażka. Niby żuławy, niby płasko, ale tam nawet przejść na piechotę się nie da. Do 20km było spoko, płyty, utwardzone wały, ścieżki w miarę przejezdne. A potem pola, zboża, końskie muchy i komary, pokrzywy, osty i ostra trawa. Dzisiaj piątek, a mnie nadal pieką nogi, rana na ranie. Przyroda zaatakowała też sprzęt, zboże odkręciło kasetę i wlazło w piastę, czym zablokowało koło. Wtedy zaatakowała też fauna powietrzna i spierdzielaliśmy na piechotę kilkaset metrów. Kaseta dokręcona paluchami, ale dało radę.
W jedną stronę trasa zajęła nam trzy i pół godziny! A jadąc z powrotem po jedynce niespełna połtórej godziny. Jeszcze jakiś burak w golfie dwójce się napatoczył i wyprzedzał nas na zwężeniu jezdni trąbiąc. Nie pochwalam takiego zachowania, więc pokazałem mu palec. Oooo, koleś się zdenerwował, coś tam nam podojeżdżał, krzycząc i klnąc jak bezręki górnik. Krzyczał w samochodzie z zamkniętymi szybami, więc nie słyszałem go tylko śmiałem się w żywe oczy. Nie miał na tyle jaj żeby się zatrzymać i wytłumaczyć o co mu chodzi, szkoda...
Trasa wrzuca jest w trasach, a fotki w galerii.
W któryś dzień wybraliśmy się z dzieciakami na wyprawę. Wyprawa po bezdrożach wyniosła całe cztery i pół kilometra, wszyscy szczęśliwi, łącznie z kleszczem, który Dawid przyniósł w plecach. Brrr, usuwanie tego gówna to makabra. Już się gnój zdążył napić. Trzeba uważać i się oglądać po takich wycieczkach.
Od dwóch miesięcy toczę wojnę z gołębiami. Mam przed sypialnią taki mały daszek, który upodobały sobie gołębie. Nie dość że srają na potęgę, to jeszcze od godziny 4.00-4.30 zaczynają se gruchać. A okno otwarte, nie da się spać. Gnoje do tego nic się nie boją, nawet jak odlecą to zaraz przylatują i znowu to samo. Wczoraj wpadłem na genialny pomysł jeszcze z dzieciństwa i zrobiłem sobie procę z drutu i recepturki, do tego skoble z drutu ]:-> Dzisiaj o 4.14 jeden dostał w klatę, drugi w szyję. I jakoś nie wróciły :D :D
Do obrońców praw zwierząt - pierdole was. Jak mnie który obudzi, dostanie skoblem w oko.
-------------
TRIP: 350,39km (lipiec)
ODO: 6537km
Znowu kanał. [2009-07-10 22:29:53]
Pompa wtryskowa poszła, ale nie chce mi się o tym pisać. Ogólnie nie mam znowu samochodu. Wczoraj pojechałem do pracy i jadąc do lekarza na badania okresowe strzeliła pompa. Na środku Alei Zwycięstwa. I zrobiłem prawie 50km rowerem. Najpierw tramwayem do domu, potem rower i do sklepu po hak do holowania, potem z powrotem do domu ale pojechałem se naokoło przez stary nasyp kolejowy i jakieś ścieżki mniej znane, a nawet wogóle. Wyjechałem gdzieś na Jasieniu na Kartuskiej. Potem za niedługo znowu po Radka do holowania, rower do bagażnika, do warsztatu i z warsztatu rowerem do dom. Elegancko. Znowu będę miał łapy uwalone smarem od grzebania we flakach wozu. Ale to wczoraj. Już mi lekko przeszedł wkurw po pompie, dzisiaj pojechałem sobie do pracy przez Migowo. Całkiem niezły podjazd po bruku i zlanym zaschłym błotem. Naprawdę się zmęczyłem, dużo zakrętów i myślałem cały czas że to już koniec, a nie był :) Jak wjechałem na morenę, odpuściłem sobie już wjazd na sztajfy na żółtym i zjechałem w dół Jaśkową. W trakcie stwierdziłem jednak że można coś pojechać i skręciłem na żółty od ulicy, zawsze jakiś podjaździk... Ale super będzie ta trasa do jechania ze sztajfami.
A wieczorem pojeździłem z kuzynką, chwilowo na wakacjach u nas. Całkiem nieźle jeździ jak na zupełnego amatora ;) co prawda założyłem jej zwykłe platformy, bo w spd jeszcze się mogłaby uszkadzić, ale mimo to nawet po dość wymagającym terenie dawała radę. Oczywiście nie jak większość ze mną jeżdżących - nie obyło się bez uszkodzeń ciała - złamany paznokieć, zadrapane udo i jakiś siniak. Wszystko na 10 km ścieżek :)
A i jeszcze mała nowość sprzętowa - wymieniłem oponki na IRC Serac XC w wersji drutowanej. Stosunkowo niska waga, a przede wszystkim świetnie trzymają na bokach - czuć na zakrętach i w koleinach. jeszcze dokładnie nie miałem jak potestować, raptem te ostatnie 10km, ale wydaje mi się że będą bardziej uniwersalne niż Mibro. Zobaczymy.
Nie trafiłem w pogodę [2009-07-08 20:30:24]
Zapomniałem sprawdzić pogodę. Rano co prawda padało, ale nie było specjalnie zimno - myślałem że przejdzie. Ni przeszło. Tym razem do pracy pojechałem sobie przez morenę i na żółty szlak. Też nie wziąłem poprawki na deszcz - zajebiście ślisko. Jkaby rzadkim błotem posmarował po ścieżkach. Lepiej nie hamować, ale jak nie hamować jak się jedzie już ponad 30km/h i wiraże się zaczynają... naprawdę słabo było. Jeszcze do tego zachciało mi się do bankomatu pojechać, pomyliłem ścieżki i władowałem się na jakąś skarpę - błoto, liście i nachylenie z 50°. Jedyne co mogłem zrobić to puścić klamki i zamknąć oczy :) Na dole nadal byłem w siodle, rumak się spisał :D Myślałem że dłużej zejdzie i że dalej. Raptem 11km, w tym dwa podejścia bo ostrych sztajfach no i to błoto - 35minut. Łiiii tam...
Droga powrotna - już nie było tak ślisko bo kilkugodzinny deszcz spłukał wierzchnią warstwę syfu, ale za to zrobiło się zimno. Miałem tylko krótką bluzkę i wyziębiło mi organizm. Bardzo osłabłem i zaczęło mną telepać, niedobrze. Właśnie wrzuciłem sobie do brzucha jakieś aspiryny, polopiryny i gripexy i idę pod kołdrę. Może do jutra przejdzie, tym bardziej że nadal ma padać.
Roweru nawet nie czyściłem, bo jutro i tak będzie upierdzielony jak... jak upierdzielony błotem rower. A właśnie znalazłem sobie na mapach góglowych jeszcze inną trasę, można zamiast Rakoczego pojechać Myśliwską i przez Migowo Bulońską. Jutro zatem. Meteo mówi że w Gdańsku padać nie będzie --->
Zobaczymy.
Ch.... dzień. [2009-07-08 08:06:39]
Parę minut myślałem jakich słów użyć, żeby nikogo nie obrazić, ale się nie da. Po prostu chujowy dzień. Co prawda zajebisty czas do pracy, niecałe 18 minut, ale potem czekała mnie wycieczka na stogi żeby jakąś szafę teściowej z domku letniskowego wynieść i wstawić inną. Zajebistą, starą, z litego drewna szafę rozwalić i wstawić w zamian jakieś gówno z lat '70 a'la wysoki połysk. Kurwa mać. Trzy godziny napierdalania młotkami i śrubokrętami i noszenie z miejsca na miejsce kuresko ciężkich kawałków szaf. Do tego głodny, z nerwem bo jeszcze z małżonką się pokłóciliśmy i do tego ulewa podczas powrotu. Aaaaarghhh.... A miałem zaplanowany trening z Radkiem. I jak tu kurwa się nie wkurwić. No i siedzę teraz przed kompem i rzucam mięsem w klawiaturę. Zaraz wyjdę z siebie.
Mapka z dzisiaj
Pokaż 07.07.09 szafa stogi na większej mapie
-------------
tak, mam włosy (na głowie).
TRIP: 151,39km (lipiec)
ODO: 6338km