
Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.
strony po 5 wpisów: [20]
Dobry początek miesiąca. [2009-09-01 22:59:39]
Lecę na pysk. Dzisiaj trip do Tczewa (
MAPA trasy). Do tego rozpoczęcie roku szkolnego (moje dzieci nie ja), że nie wspomnę o wycieczce Niemców na Polskę 70 lat temu (są tacy co nie pamiętają, dzisiaj w tv ankietowani na pytanie co się wydarzyło 1 września odpowiadali ze wybuchło powstanie warszawskie albo że skończyła się wojna).
Do Tczewa jechało mi się znacznie lepiej niż ostatnio po czerwonym z Jendrkiem, przede wszystkim dlatego że ominąłem newralgiczne punkty, ale tez widziałem że wszystkie szuwary i chwasty zostały wycięte. Tym razem główną przeszkodą był bardzo silny wmordewind, na asfalcie nie mogłem przekroczyć 25km/h, a w terenie jechałem między 16 a 20km/h. Do tego traktorowe koleiny z tarką, a na płytach dziurawkach ostre podmuchy wiatru szarpały kierownicą że co rusz wpadałem na dziury w płytach, gwałtownie zwalniając. Sama trasa ogólnie pozytywnie, najpierw czarnym szlakiem rowerowym, potem skręciłem na czerwony pieszy żeby nie jechać po wąskich drogach, potem znowu kawałki asfaltowe żeby ominąć wały mniej przejezdne i na końcu w pobliżu Wisły wałem przeciwpowodziowym i droga z płyt koło niego. 40km w ciągu 1:53h - gdyby nie ten wiatr to ze 20 minut spokojnie można by skrócić.
W Tczewie przekazałem ojcu projektu mapnika. Nie ma szans żebym dał 250 za mapnik Miry, bo tylko taki wogóle nadaje się do użycia. Patrzyłem na jakąś konkurencje za 140zł to już w ogóle masakra, płaskowniki powyginane młotkiem i skręcone śrubami z marketu :/ Zaprojektowałem więc dokładnie taki jak potrzebuję, a Dziadek Jasiu ma materiał i zdolności manualne na wysokim poziomie - na pewno nie będzie w niczym odstawał od Miry, a z pewnością będzie lepszy od wszystkich innych.
Powrót z Tczewa to już zupełnie inna bajka - pojechałem krajową jedynką, która doczekała się na sporym kawałku ścieżek rowerowych i przyzwoitego pobocza. Co prawda gdzieniegdzie pobocze ma jakieś 40cm, ale w stosunku do całości można wybaczyć. Do tego wiatr w plecy. Jechałem cały czas nie schodząc poniżej 32km/h, Garmin pokazywał aż do Pruszcza średnią 33km/h. W Pruszczu skręciłem na Straszyn, tam chodnikami trochę wolniej, dalej do Borkowa i przez Osiedle Kolorowe do domu. Średnia też spadła i wyszło 27km/h. Ale i tak rekord trasy, 1:16h - i to na oponach terenowych. Duża zasługa wiatru i żony, która zadzwoniła że się kiepsko czuje - trzeba się było spieszyć.
Dzień zakończył się wynikiem 81km - chociaż nie przestawiłem licznika Signy po oponach szosowych i pokazał 78km. W zestawienie wpisuję tą wartość, a licznik przestawiam.
-------------
fot. H. Lewkowicz
To apropo dzisiejszej jazdy po drodze krajowej... Chociaż tych kilku spotkanych idiotów w dresach i Golfach II i Audi 80 to nieruszy.
Łikend dla rolkarzy. [2009-08-30 18:39:24]
W ten łikend odbywały się w Gdańsku imprezy dla rolkarzy. Przede wszystkim Maraton Solidarności - rolkarze zostali wyrzuceni z głównego maratonu, ale za to zyskali swój własny. Do tego jakies zawody w slalomie itp. Nie jestem w temacie, nie znam się, więc nie bedę dokładnie opisywał. Kto chce ten znajdzie. W niedzielę natomiast bardzo ciekawe zakończenie - zjazd Słowackiego. Ktoś miał bardzo dużą siłę przebicia, skoro wywalczył zamknięcie jednej z głównych arterii miasta. Gratulacje. Do tego świetna organizacja - obstawione wszystkie, nawet małe dojazdy gdzie jest zakaz ruchu, poustawiane bramki, sporo obsługi, autobusy do wjechania na górę. Kolejne gratulacje. Na zjazd wybrał się nasz znajomy Radek, dlatego pojechałem odwiedzić. Pocykałem kilka fotek przed startem, potem pojechałem na połowę trasy cykać zjazdowcom. Znalazło się też paru kolesi na deskach, hokeiści, sporo kolesi z teamów w panczenach. Miło było popatrzeć, no i na legalu zjechać potem Słowackiego :D
A sama moja jazda tragedia. Odpoczywałem w sumie trzy dni (od wysiłku) i wyszły zakwasy. Wcześniej nie wychodziły bo nie miały czasu :) Jechałem dookoła (jak na mapce obok) żeby celowo się nie męczyć, ale to nic nie zmieniło, po trzech czy czterech kilometrach nogi jak z drewna i piekący ból. Tak więc jechałem sobie spokojnie bez wysiłku, cykając fotki tu i tam. Zeby się powtarzać i nie jechać długim męczącym podjazdem na żółtym szlaku, pojechałem kawałkiem Zielonego obok Jasienia, Niebieskim za Auchan i Czarnym do Matarni. Potem objechałem parę nowych nieznanych ścieżek po dwóch stronach Słowackiego - kiedyś pojadę tam specjalnie zrzucić ściechy ile się da na mapy googla. Jest ich tam wpip, a na dostępnych mapach zero. Po imprezie rolkowej pojechałem prosto do nasypu przy żółtym szlaku, gdzie jeszcze pooglądałem terenówki jak się taplają w błotku i do domu przez Jesieńską i Stolema.
Jutro, pojutrze i popojutrze mam zamiar ostro pocisnąć i pokatować czworogłowe, a czwartek, piątek, sobota solidny wypoczyn przed niedzielnym maratonem. Maciek chce być pierwszy (oczywiście z mtb3x) i według mnie ma duże szanse, ale łatwo mu nie będzie, będę cisnął.
Fotki z dojazdu i przejazdu uczestników dostępne w galerii. Jeśli ktoś chce, mogę podesłać w oryginalnej rozdzielczości, pisać na
super@bynio.pl
Najwyższy czas doceniać odpoczynek. [2009-08-28 09:35:16]
Wybraliśmy się dzisiaj na trening (
MAPA) w zestawie Jendrek, Maciek, Bynio. Plan zakładał około 50 km, mniej więcej tyle wyszło. Doliczając dojazd z pracy, do Jendrka i cała trasa wyszło 58,85km. Nie liczę dojazdu rano, bo to było... rano i byłoby 66,6km. Ogólne samopoczucie miałem super, ale jazda pozostawiała wiele do życzenia. Chłopaki co chwila odjeżdżali mi na kilkadziesiąt metrów, naprawdę musiałem utrzymywać wysoki puls żeby jechać równo. Po kilku podjazdach zacząłem się zastanawiać czemu, skoro z reguły było inaczej. Wydaje mi się że to brak odpowiedniej regeneracji - z reguły jeździmy w łikendy, kiedy jestem wypoczęty, wyspany i pełen mocy. Dzisiaj po pracy, po 4-godzinnym śnie (leciał w TV SinCity w HD), do tego wczoraj zrobiłem testowy bieg z Ozim na dystansie 5,5km do sprawdzania czasu. Do tego codzienne doajazdy do pracy i poniedziałkowy bieg 13km. Chyba mięso domaga się odpoczynku. Ale nie ma złego co by na dobre nie wyszło, przynajmniej musiałem się postarać i naprawdę użyć wszystkich sił, żeby dotrzymać tempa kolegom.
Jechaliśmy niebieskim szlakiem zaczynając od Doliny Strzyży, z dojazdem. Od początku cały czas wysokie tempo. Maciek w pełni korzystał ze sztywności nowej korby Deore, Jendrek z założonych opon Continental (zmaina po Łebie) z odpowiednim ciśnieniem, a Bynio korzystał z kolegów do trzymania ciśnienia w mięśniach. Chwilę przerwy na jedzenie zrobiliśmy na zjeździe z muld przy stawach rybnych, tam naprawdę świetnie się jeździ pod warunkiem trzymania dużej prędkości. Po drodze spotkaliśmy kilka koszulek z MTBnews, Trek Gdynia, Vitesse Bergamont, Sopot Killers i pełno niezrzeszonych - co się dziwić, wymarzona pogoda - nie za ciepło, sucho.
Za chwile zaczęło się podejście pod Pachołek, schody spowodowały obwicie zroszenie czoła, podchodzić tez trzeba szybko. Tamtejsze okolice chyba wszyscy trójmiejscy bikerzy znają, dalej jest szybki zjazd, pomimo szarówki jeszcze w miarę można było unikać hamowania. Nieco dalej chłopaki zaczęli mi odjeżdżać na kilkadziesiąt metrów czasami, fajnie bo to daje motywację. Ale po jakimiś czasie kiedy użyłem mocy niemal Skywalkera, a nie mogłem ich dogonić pierwsze co pomyślałem to że na skrzyżowaniu szlaków pojechali czarnym. Tia... Zatrzymało mnie niedługo potem zwlaone drzewo, telefon - "Jestesmy na zielonym i czarnym, a ty? - A ja na niebieskim, dawać tu do mnie." No to jechałem sobie spokojnie, ale ni dogonili więc zatrzymałem się na ul. Sopockiej. Po paru minutach dojechali. Zrobiło się już niemal całkiem ciemno, więc odpuściliśmy niebieski i zjechaliśmy do Sopotu ul. Sopocką. Dalej bez emocji, tyle że po ciemku - do Wrzeszcza, Jaśkową do góry i Rakoczego / Łostowiscką / Wilanowską do domów.
Szybka i wymagająca mocnego kręcenia korbą przejażdżka. I koniecznie muszę zmienić pedałka, straszne luzy - mam problemy z ruchem powrotnym nogi.
Nie wspomniałem jeszcze że dzisiaj wpadł Dziadek Jasiu z Tczewa. Stwierdził ze za blisko mieszkam, te trzydzieści parę kilometrów stanowczo za szybko się jedzie. Nawet na Schwalbe Little Albert po ulicach. Przyjechał, odwiedziliśmy Jendrka, pojechał z powrotem.
I tyle, idę się regenerować ;)
-------------
Przyczyna małej mocy na trasie: ostry bieg dzień wcześniej
Pokaż Test biegowy na większej mapie
sierpień: 822,10km
Łeba Trip zaliczony! [2009-08-25 00:47:34]
Łikend w Łebie. Łączna odległość 238km. Wrażenia - bezcenne.
Szosówki ubrane dzień wcześniej, łańcuchy wysmarowane, ramy wyczyszczone, nawet światełka założone. Wyruszyliśmy po 18.00, więc oczywiste było że część trasy będziemy jechać w ciemnościach. Tym bardziej, że nie wiedzieliśmy jak wygląda. Szasowaliśmy że przy tempie 33-37 km/h zejdzie nam jakieś 4,5 godziny. Tutaj trafiliśmy w dziesiątkę, czas dojazdu 4 godziny i 42 minuty, z błądzeniem w Łebie, więc jakieś 4.30. początkowy kawałek jeszcze jak było jasno upłynął pod znakiem kaszubów... Kaszuby to urokliwy zakątek Polski, ale jest z nim takim problem że pełno jest zacietrzewionych kaszubów. Nie chciałbym szufladkować, ale takich powalonych kierowców, którzy wolą rowerzystę potrącić niż ustąpić to chyba nigdzie nie ma. Najpierw przed Żukowem jakaś sucz nas obtrąbiła bo ustawiliśmy się obok siebie w korku. uznała, że rowerzysta nie powinien stać przed samochodem w korku. Ponieważ pasażer też miał jakiś problem nie będę się cytował, użyłem rasowej polszczyzny - należało się. Niedaleko potem jakiś Kartuzjanin stwierdził, że mimo nadjeżdżającego z naprzeciwka wielkiego autobusu może nas na wąskiej drodze bez przeszkód wyprzedzić. Nie wiem w jakiej odległości minął mnie, ale jadąc za Jędrkiem widziałem jakieś 10-15 cm luzu od samochodu. Gdyby lusterko wozu było wyżej, Jendrek poleciał by do rowu. Im bliżej Sierakowic, tym spokojniej. Zatrzymaliśmy się przed miastem uzupełnić kalorie, ubrać coś i włączyć światełka. No i zong. Lampka Jendrka odmówiła posłuszeństwa, coś się sypnęło i żeby lampka świeciła trzeba było trzymać przycisk. Masakra, ja miałem tylko małą sygnalizacyjną diodkę. Naprawa nie była możliwa, no trudno, nie mamy wyjścia. Za Sierakowicami zrobiło się już całkiem ciemno, ale kierowcy jakoś wyluzowali i mimo mroku jechało się jakoś bezpieczniej, nie wyprzedzali jak nie mogli, a jak mogli to z odstępem. Tak naprawdę najgorzej było kiedy nie jechało nic - gdyby nie pasy na jezdni nie wiedziałbym gdzie jechać. Żony jechały samochodem, minęły nas parę kilometrów przed Lęborkiem - w sumie jechały raptem godzinę krócej. Korki rulez. Od zaciemnienia Jendrek trzymał się na kole, tak więc zdał się na mnie co do wyboru dziur na drodze, a tych za Lęborkiem było sporo. Ja ich nie widziałem, ogólnie luzik, do tego nierówny asfalt, jakieś grudy przez całą drogę. Gdzieś tylko wjechałem w butelkę (chyba) mało brakowało do gleby. Jakieś 25km przed Łebą Jendrek poprosił o zmniejszenie tempa, więc do Łeby wjechałem rzeźki i wypoczęty.
Sama Łeba - pełen wypas. Wspomnę coś w prawej kolumnie.
Powrót. Założyliśmy że pomimo powrotu za dnia, będziemy wracać dłużej. Dwie doby wlewania w siebie różnego rodzaju alkoholu + brak snu + "imprezy taneczne" skutecznie osłabiły formę. Poza tym chcieliśmy unikać wąskich kaszubskich ulic, niedziela wieczór to czas powrotów, często na podwójnym gazie. Pojechaliśmy przez Wejcherowo i Gdynię. Trasa zancznie łagodniejsza, nie ma tyle przewyższeń, asfalt równy i gładki. Problem stanowił brak pobocza na długich kawałkach - paranoja, nowa droga i ani centymetra pobocza. Żałosne. Podobnie Reda/Rumia - dwupasmowe ulice, ale bez pobocza - strach jechać. Woleliśmy jechać chodnikami, co tez dało się we znaki naszym tyłkom. Gdynia i brak infrastruktury rowerowej też przyjemnie - poza kilkusetmetrową ścieżką trzeba jechać po niby-ścieżkach wyznaczonych z chodników. Dużo świateł i postojów. W Orłowie odbiliśmy w dół do Sopotu i pojechaliśmy nadmorską ścieżką rowerową. Tam przynajmniej można utrzymać w miarę stałą prędkość, lepiej uważać na rolkarzy i innych rowerzystów niż na samochody przejeżdżające 3cm od kierownicy. Z kilkoma przystankami na jedzenie zeszło 6 godzin. W Gdańsku jeszcze Cienista Mountain, taki mały akcent na koniec. Reasumując - zajebiście :)
Cała trasa w
TRASACH
A dzisiaj, żeby nóżki sobie nie myślały że skoro przejechały te dwieściekilkadziesiąt kilometrów w łikend to mają wypoczyn, przebiegłem z psem 13km. Pies podczas naszej nieobecności mieszkał na Stogach, pojechałem po niego tramwajem i przybiegliśmy na piechotę. Jestem szczęśliwym człowiekiem, brak skutków ubocznych biegu na stopach. Wreszcie!
Intensywna praca nad stopami / butami / wkładkami [2009-08-20 21:48:13]
Jeśli ktoś śledzi bloog od dłuższego czasu wie że mam problemy ze znalezieniem odpowiednich butów do biegania. Dokładnie chodzi o dopasowanie do stopy. Miałem już Pumy Marathon 500m, NewBalance 347 z poszerzonym śródstopiem i teraz Nike Dart VI. Różnych wkładek chyba z 5 rodzajów i nadal pęcherze i otarcia. Jakieś nie wymiarowe platfusy mam. Wkładki dostarczone prze producenta wysoko wyprofilowane na śródstopiu powodowały otarcia. Podobnie jak w NewBalance. Kupiłem więc sportowe wkładki z amortyzacją pod piętą, z jakąś antypotliwą siatką i jakimiś super cośtam obszarami. Przebiegliśmy z Jendrkiem i Ozim około 8km i pęcherze na śródstopiu.
Pokaż Multisport 17 sierpień na większej mapie
Wywaliłem wkładki, włożyłem do rowerowych - tu sprawdzają się świetnie. Włożyłem zwykłe płaskie wkładki z rowerowych adidasów. Niestety również zbyt wysoko profilowane, chociaż nie zrobiły pęcherzy tyko otarcia skóry. Ale i tak przebiegłem tylko kilka km. Wczoraj pokombinowałem, wziąłem seryjne nike, wyciąłem kawałek profilu na śródstopiu, na nie włożyłem jeszcze zwykłe płaskie i ... lepiej.
Pokaż Multisport 19 sierpień na większej mapie
Co prawda niezaleczone pęcherze i otarcia spowodowały że zeszła martwa skóra i teraz mam obszary nowej delikatnej skórki :) Przykleiłem sobie Compeed i luzik. Myślę że takie rozwiązanie będzie w deche, ale trzeba wyleczyć do końca. Będzie okazja - jutro jedziemy do Łeby, 110km w jedną stronę, w Łebie pijemy piwo & wódkę, a w niedzielę wracamy - też 110km.
-------------------------------
Wieczór. Schwalbe Kojak na kołach, hamulec wyregulowany, jazdy próbne zrobione. Co ciekawe, miałem okazję przejechać kawałek w terenie i łysole dały radę. Bez szaleństw, ale spokojnie przejechały łąkę i kilka ubitych ścieżek pod górkę. A na asfalcie - wiadomo, można włączyć tempomat 30km.h i bez wysiłku jechać. Jendrek zakłada swoje Specjalized, tez całkowite sliki 1.25. Zobaczymy jak pójdzie jutro Łeba Trip 110km.
-------------
sierpień: 467,51km