Kreta w Grecji
Bikerowi Maćkowi udało sie pojeździć na Krecie. Góry, podjazdy i przepiękne widoki oraz ogromny upa...







XT vs. Deore
Przez dłuższy już czas chciałem opisać swoje spostrzeżenia na temat hamulców Deore XT (zestaw 775) i dwie klasy niższych i st...

Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.

strony po 5 wpisów: «  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  [18]  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  »


Sprzęt nieużywany niszczeje   [2009-09-21 20:31:54]
Dzisiaj po tygodniu nic robienia wsiadłem na rower i pojechałem do pracy. Lekarstwa i siedzenie w domu nie pomogły absolutnie nic. Dalej kaszlę, tak samo jak cały tydzień, zero poprawy po antybiotyku i lekarstwach za cenę dobrych klocków metalicznych :/ Nie pójdę znowu do lekarza żeby wydać drugie tyle zamiast klocków na kolejne koło, ma przejść samo.
A samo jechanie - masakra, hamulce zanikły, przednia klamka przy pierwszym hamowaniu doszła do paluchów na chwycie. Zapowietrzyły się. W drugiej zlokalizowałem wyciek przy pokrętle regulującym odległość klamki od kierownicy. Nie sprawdziłem ciśnienia w oponach - rzucało mnie na zakrętach na boki, zdecydowanie za mało było. Do tego wszystko trzeszczy i stuka. Raptem tydzień stał sobie w spokoju i sam się popsuł. Wieczorem odpowietrzyłem, dolałem płynu, dosypałem powietrza i wyczyściłem okolice suportu i sztycy. Może jutro będzie lepiej. Wymieniłem tez klocki z przodu na nowe Alligatory. Jutro pojadę przez Żółty trochę podocierać.

A z okazji mojego debiutu w biegu Salomon Trail Running, szeroko opisywanego na różnych stronach biegowo-sportowych, i obszernie cytowanego blooga, zakupiłem sobie przełajowe Salomony :D Trafiła mi się okazja, model XT Hawk za pół ceny. Co prawda groszem nie śmierdzę, ale przepuścić taką okazję to strata pieniędzy. Do tego już dawno stwierdziłem, że nie stać mnie na kupowanie rzeczy tanich - co najwyżej można sobie zniszczyć stopy (w przypadku butów) albo różne części ciała w przypadku innych rzeczy. Do tego trafił się model w najlepszej kolorystyce. Niestety nie miałem możliwości sprawdzić w warunkach bojowych, mimo wszystko wolę gardła nie doprawiać. Mam nadzieję że jutro już dam radę pohasać trochę po okolicznych górkach.

W niedzielę odbył się maraton w Gdyni, na który nie dane było mi pojechać, niestety. Z Gdynią jakieś fatum, zawsze coś wypadnie jak organizują tam zawody. W tym roku z relacji Ani wynikło że była świetna, interwałowa trasa bez płaskich kawałków, cały czas podjazdy i zjazdy... Do tego super nagrody w Giga, ponoć całkiem nieźle można było się obłowić. Mi to i tak nie groziło :)
Może w przyszłym roku wreszcie się tam uda pojechać.


Sprzęt nieużywany niszczeje
-------------

Leżę.   [2009-09-16 20:29:24]
Rozłożyło mnie na łopatki. W poniedziałek wieczorem do kaszlu doszedł ból głowy, cała noc nieprzespana. We wtorek do lekarza. Zapalenie oskrzeli, infekcja wirusowa gardła i prześwietlenie płuc na wszelki wypadek :/ jeśli do piątku nie będzie poprawy. A dzisiaj po antybiotyku zgon. Pół dnia nie mogłem się ruszyć, zapadłem w jakiś letarg. No cóż, zdarza się, trzeba przetrzymać.

Z ciekawostek: skontaktowała się z mną przedstawicielka cyklu Salomon Trail Running, czy może wykorzystać cytat z blooga. Wow. No jasne że tak :). Na głównej stronie cyklu, w aktualnościach zatytułowanych wypisem z blooga krótka wzmianka z mojej relacji. Bardzo mi miło i czuję się połechtany :D
Do tego pojawiły się wyniki i fotografie. W końcu wiem który się doczłapałem. Miejsce 40 w kategorii mężczyzn, na 55 startujących chłopów. Oficjalny czas 38.04. Radek przybiegł 47 z czasem 39.41.

Przymusowe siedzenie w domu mnie dobija :/


Leżę.
-------------

Bez lekarza się nie obejdzie   [2009-09-14 21:21:57]
Słabo. Kaszlę nadal, do tego pojawiły się skutki uboczne, zaczęła mnie napieprzać głowa podczas napadów kaszlu. Musze się wybrać do lekarza. Co ciekawe, poza tym czuję się świetnie, dzisiaj do i z pracy jechałem jak bym miał dodatkowe zasilanie (o takie jak opisane tutaj). Do pracy pojechałem sobie gdzieś przez poligon i z nasypu dalej Słowackiego poprawić sobie humor patrząc na gotujące się chłodnice samochodów, i ściechą przy Grunwaldzkiej. Trochę byłem uwalony błotem - ludzie jakby nigdy nie widzieli bikera z lasu... Trasę z pracy po żółtym szlaku na podjeździe pojechałem całość ze środkowej zębatki, gdzie zwykle bez zrzucenia na małą nie dawało rady. Zjazdy tez jakoś bardziej brawurowo pokonane, szczególnie jeden karkołamacz, gdzie ostatnio Maciek rozwalił sobie rękę i nieźle poobijał. Cała reszta poszła z blatu. Niestety rekordu trasy nie dało rady. Przejeżdżając koło cmentarza łostowickiego i zjeżdżając z wiaduktu ok. 50km/h przy hamowaniu zaczęło dziwnie rzucać, jakieś zakręty i mało się nie wyłożyłem. Sprawdzam zacisk - nic, koło całe. Jade dalej - coraz gorzej. Dopiero na mocnym skręcie mało mi opona z obręczy nie spadła - złapałem kichę. Kurde, kilometr przed szkołą a już 16.50 - przed 17.00 odebrać dzieci. Jedyne co to dopompowałem ile się dało i dałem radę dojechać. W domu okazało się że w oponę wlazł jakiś cierń i zrobił cztery dzierki obok siebie. Zdarza się.

No i napieprza mnie coraz bardziej baniak od kaszlenia, zaraz idę spać. Do tego jeszcze pomachałem złomem na siłowni i już nic mi się nie chce :/








nie ma foty :(
-------------

wrzesień: 314,07km


Pokaż Praca - inna opcja na większej mapie
Dawno nie miałem takich zakwasów   [2009-09-13 21:15:17]
Dzisiaj staram się nie napinać mięśni czworogłowych. I wogóle wszystkich, na plecach mięsień czworoboczny i naramienne również zakwaszone. Pewnie od machania łapami podczas biegu. I dobrze, przynajmniej czuję że żyję. Mam nadzieję że jutro rano będę w stanie w miarę normalnie jechać do pracy, chce już jeździć trasą przez Stolema. Ale jak na razie nawet zejście i wejście po schodach w domu to wyzwanie :)
Dzisiaj z braku innego zajęcia miałem okazję chwilę pomyśleć ;) i wymyśliłem że biegi terenowe sa zajebiste. Skalą trudności i intensywności można je postawić obok rowerowych XC - stosunkowo niewielki dystans, ale wysiłek na 100% możliwości organizmu. To mi się podoba. Mam taki niecny plan wystartować we wszystkich edycjach Salomon Trail Running w przyszłym roku, obejrzałem galerie z poprzednich edycji i wyglądają jeszcze mocarniej niż ta Gdyńska. Mam ponad pół roku na trening, więcej niż trzeba żeby lokować się nieco wyżej w klasyfikacji :)
Tymczasem nadal męczy mnie kaszel, tablety nic nie dały - mam nadzieję że obejdzie się bez lekarza. Nie mam zamiaru się jakimiś antybiotykami leczyć a znając lekarzy ze SwissMedu takie dostanę. Tym bardziej że za tydzień maraton w Gdyni. Zaraz łykam resztę prochów i spadam do wyra.

A przy okazji - jeśli ktoś z szanownych czytających chciałby bon zniżkowy na 200zł na sprzęt Suunto, to chętnie oddam za dobrą flachę. Ja z wygranej nie skorzystam - pulsometr mam, a bon do zrealizowania w Poznaniu i Warszawie. Może ktoś akurat ma zamiar kupić sobie taki sprzęt. Swoją drogą przy okazji poczytałem nieco o sprzęcie tej firmy i wygląda na to że jedna z lepszych w tej dziedzinie. Zainteresowanych zapraszam na maila super@bynio.pl


Dawno nie miałem takich zakwasów
-------------

Oddam bon na 200zł za dobrą flachę - pulsometr, zegarki i giepeesy mam, a może ktoś rozważa podobny zakup.
Najcięższe 7km w życiu.   [2009-09-13 21:16:11]
Bieg Gringo z cyklu Salomon Trail Running zaliczony. Naprawdę mocny kawałek trasy. Niby tylko 7km, ale to tak samo jak porównywać jazdę na szosie do jazdy w górach. Najpierw kawałek po piasku na plaży, schody i bieg pod górę kilkaset metrów. Strome górki w dół, zwalone drzewa do przeskakiwania, kamienie i znowu piasek, plaża, kamienie przy klifie. Rozumiem czemu te biegi są takie krótkie :) W sumie nigdy jeszcze po takiej trasie nie biegłem, a wrażenia są świetne. Koniec z bieganiem po płaskim, od dzisiaj tylko hardcore. Po płaskim i twardym pobiegam sobie tylko od czasu do czasu na długi dystans.
Sama impreza dość kameralna, zjawiło się "na oko" z 80 uczestników, wszyscy wyścig ukończyli. Bardzo fajna organizacja, namioty ustawione na plaży za bulwarem, był DJ z fajną muzą i kilku fotografów. Red Bull rozdawał Red Bulle, a od orgów koszulka i smycz :) Uplasowałem się gdzieś lekko za połową stawki, ale mimo to jestem z siebie zadowolony, pomimo osłabienia i kaszlu dałem z siebie wszystko. Sądzę że przy lepszej kondycji zdrowotnej czas byłby lepszy nie więcej niż minutę - dwie. Garmin wskazał 38 minut na 6,76km. Startował ze mną Radek, przybiegł około 3-4 minut po mnie, tez zadowolony z siebie. Tak to bywa jak się daje z siebie wszystko. Zwycięzca przybiegł z czasem 26 i coś minut, gratulacje. Co ciekawe impreza była zdominowana przez Elblążan, stamtąd tez była zwyciężczyni w kategorii kobiecej. Ogólnie startowało 9 kobiet i każda dostała nagrodę - fajnie być babeczką :D
A i po raz pierwszy udało mi się coś wygrać - poza koszulką i smyczami wylosowałem bon 200 na zegarki Suunto. Hmm.. Pierwszy raz słyszę o marce, ale biorąc pod uwagę ceny -od 469 do 1700 to raczej badziew nie jest. Niestety do zrealizowania jedynie w Poznaniu i Warszawie :/

A jeszcze co do trasy - kawałek przebiegał po całkiem niezłych zjazdach dla FR/DH - całkiem spore hopy usypane, kilka z atrakcjami do latania przez zwalone drzewa. Mapka obok.







Najcięższe 7km w życiu.
-------------
Bynio z ładnym numerkiem
Impra
Tu juz po wszystkim


Pokaż Bieg Gringo na większej mapie