Kreta w Grecji
Bikerowi Maćkowi udało sie pojeździć na Krecie. Góry, podjazdy i przepiękne widoki oraz ogromny upa...







XT vs. Deore
Przez dłuższy już czas chciałem opisać swoje spostrzeżenia na temat hamulców Deore XT (zestaw 775) i dwie klasy niższych i st...

Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.

strony po 5 wpisów: «  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  [17]  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  »


Krótki trening przed Harpaganem   [2009-10-05 09:54:20]
...jesli 60-kilometrowy kawałek trasy można nazwać treningiem przed 200-kilometrowym tripem. Ale teren był ciężki, a my bez specjalnych chęci i mocy, niestety. Pojechaliśmy Niebieskim szlakiem z Otomina do TPK, wróciliśmy Czarnym. Ten okazał się mało przejezdny, wszędzie brudy powycinkowe, gałęzie, konary, a na podjazdach stopnie z konarów wyrzeźbione przez wodę. Do tego kiepska pogoda - co prawda i tak jeden z cieplejszych ostatnich dni, ale za to bardzo mocny wiatr i przelotne deszcze. Trasę wrzuciłem w dział TRASY.









Krótki trening przed Harpaganem
-------------

rower październik: 96,88km
4°C   [2009-10-02 21:43:25]
Jadąc dzisiaj do pracy przy takiej temperaturze w krótkich spodenkach, kolana zapłakały, piszczele zawyły a klejnoty rodzinne chciały do domu. Szczególnie na zjazdach bez kręcenia korbą. Zamówiłem długie spodnie z lekkim ociepleniem, to już nie są żarty - w zeszłym roku kolana bolały mnie przez kilka miesięcy, całkiem możliwe że od jeżdżenia w takich warunkach, jakoś mniej mi przeszkadzało. Odpuściłem dzisiejsze bieganie - kiepsko się czuję a silny wiatr też nie pomaga.
Za to zrobiłem przymiarkę do roweru zimowo-szosowego. Kupiłem kierownicę Accent Flatbar, przełożyłem mostek od roweru Moniki a tam wstawiłem jakiś tani Promax z dużym kątem - lepiej jej będzie się jeździć. Muszę obciąć rurę sterową bo stanowczo za długa, do tego gwiazdka ma gigantyczny gwint śruby - chyba ósemka. Hamulce deore 525 - przedni przewód za długi - widelec jest bardzo niski, a tylny ledwo na styk. Nie wiem czy nie będzie trzeba wymienić, wstawię adapter do tyłu i zobaczymy, na razie braki. Całość sprzętu chcę odpalić po Harpaganie, osprzęt z Treka przechodzi w większości - na przyszły rok i tak trzeba wymienić bo już ledwo harczy. Ale ogólnie jak na razie wygląda całkiem przyzwoicie.
Dzisiaj spostrzegłem że jest już 2 październik - jakoś szybko mi zleciał tydzień. Wrzesień zakończył się mało imponującym przebiegiem 466,50km... Październik zdecydowanie powienien przekroczyć 1000 - zobaczymy.

A, dorzucam jeszcze mapę biegową z przedwczoraj, czyli z poprzedniego wpisu. Dokładam też miesięczny przebieg biegowy, chociaż już październik to dane z września.









nie ma foty :(
-------------

rower wrzesień: 466,50km
biegi wrzesień: 51,84km



Pokaż 6,6km bieg po płaskim na większej mapie
Jesień się zrobiła.   [2009-10-02 21:15:43]
Wczoraj było 5°C ja rano wyjeżdżałem. Trochę zimno. Przez 20 minut szukałem długich spodni, szukałbym dalej gdyby nie przypomniało się że umarły na Harpaganie i zostały w śmietniku w lesie... Tak więc kolanka nie mają fajnie, na razie trzeba jeździć w krótkich i kupić nowe długie. Po południu trochę cieplej, ale to nie znaczy że ciepło. Nie jest ciepło bo jest zimno.
Pobiegałem sobie po płaskich chodnikach - oj oj rzeź masakra. Ostatnie biegi po hc terenie przyzwyczaiły mięso do innego typu wysiłku, a po równym biegnie się miarowo i jednostajnym wysiłkiem. Po 3,5km przypomniał o sobie brzuch stwierdzając że nic nie jadł od obiadu, a kilometr dalej mięśnie na piszczelach odmówiły posłuszeństwa. Ból jakby ktoś naparzał kijem po kościach, z biegu musiałem przejść do marszu. Dawno czegoś takiego nie czułem. Trzeba będzie troszkę zmienić system biegania i biegać na zmianę - raz po terenie, raz po płaskim.


nie ma foty :(
-------------

Sprzęt biegacza też ważny.   [2009-10-02 21:24:42]
A ściślej biorąc jego skarpetki. Wychodzi na to, że otarcia stóp powstawały przez skarpetki rowerowe. Używam jednego typu skarpetek rowerowych, ze ściągaczem na wysokości środstopia, dookoła stopy. ściągacz jest na tyle gruby, że najprawdopodobniej ocierał wewnętrzną część stopy :/
Zaopatrzyłęm się w skarpetki dedykowane do biegania - zero otarć. Całe życie się człowiek uczy.

Potestowałem ostatnio Salomony w bojowych warunkach i zróżnicowanym terenie. Faktycznie, dają radę. Kamienie, zaorane pola, piaski, trawy, szuwary, korzenie, śliskie błoto - wszystko dobrze, byle nie beton, chodnik, asfalt. Buty tylko i wyłącznie do biegania w terenie. Nawet niespecjalnie wygodnie się w nich chodzi. Ale do biegów dopasowane perfekcyjnie, w każdych warunkach. W sobotę biegłem z samego rana, wysokie trawy i bez ścieżek - zero wilgoci wewnątrz buta. System sznurowania - genialna rzecz, tak jak w moich rowerowych Adidasach - noga zawsze ściśnięta z odpowiednią siłą, no i nic się nie rozwiąże. Zbieganie z ostrych górek - na początku nie czułem za bardzo trakcji, ale to jak z dobrymi oponami - dzisiaj zbiegałem już bez żadnych obaw z duża szybkością - trzymają doskonale. Co ciekawe, zarówno na suchym podłożu jak i na śliskim błocie. Jak na razie jedyny zong jaki znalazłem to trochę zbyt miękka podeszwa - naprawdę nie wiem jak biegają runnerzy górscy, ale biec w tych butach po szutrach z wystającymi kamieniami trzeba się przygotować na bolesne ukłucia. Mimo wszystko nawet w moich bardziej "szosowych" Nike podeszwa pozwala na więcej, nie mówiąc już o New Balance. Dotyczy to na szczęście tylko przedniej części buta, tył jest na tyle gruby że nic się nie przebije. A i jeszcze coś, czasem można złapać kamienia pomiędzy bieżnik. Dzisiaj jednego przytachałem.

Sama kondycha już trochę lepiej, pomimo kaszlu czuję ze siły wracają. W sobotę ledwo się doczłapałem przez 8km biegu, dzisiaj lekko ponad 8 km i bez żadnego zająknięcia, w szybszym tempie. Bieg w możliwie trudnym terenie, jak na okoliczne warunki. Garmin pokazał Total Ascent 261m - a Total Descent 268m. Gdzieś zniknęło 7m :D Bieganie na śródstopie tez coraz lepiej, bolą łydki jak na razie, ale nic na siłę - na zbiegach i jak już jest ciężko przechodzę na lekką piętę. Z czasem będzie coraz lepiej.

Roweru oczywiście też nie zaniedbuję, żeby nikt nie myślał że się przerzucę całkowicie :)
W miarę możliwości do pracy jak najbardziej naokoło, chociaż dzisiaj było jak najkrócej po ulicach. Jest nowa ścieżka rowerowa przy Łostowickiej! Za to kończy się w taki sposób, że jutro wezmę aparat i zrobię zdjęcie - normalnie rewela, kończy się w połowie chodnika. Może to przez to że wyremontowano połowę i kiedyś będzie więcej, ale jak na razie wygląda to dość słabo.
W najbliższych dniach ma cały czas padać - trzeba założyć błotniki. W niedzielę chyba ostatni ładny dzień jesieni - pojechaliśmy z rodziną na grzyby. Nawet mapka obok :)

No i Harpagan zbliża się wielkimi krokami - jeszcze 20 dni. Mało czasu - a najdłuższa trasa poza Łebą to 80km... Absolutne minimum do wykonania to ze 160km. Najbliższy łikend wyciągam resztę chętnych i jedziemy do niewiadomogdzie na conajmniej 150km, bez względu na pogodę!








Sprzęt biegacza też ważny.
-------------

wrzesień: 440,70km


Pokaż 8km terenowo - 2009.09.26 na większej mapie


Pokaż Grzyby na większej mapie


Pokaż 8,3km terenowo - 2009.09.28 na większej mapie
Dzisiaj dzień bez samochodu.   [2009-09-22 22:26:44]
Ale mało kto o tym słyszał. Ja dowiedziałem się dopiero w pracy, większość z radia - jadąc samochodem do pracy :) Korki większe niż zazwyczaj. Pewnie nawet jak ktoś wiedział, to i tak się nie za bardzo przejął. Akcja fajna, można było jeździć komunikacja miejską za okazaniem dowodu rejestracyjnego. Ciekawe jaki procent kierowców skorzystał.
Ja za to dzisiaj do pracy pojechałem sobie normalnie, czyli naokoło. Zaliczyłem przy tym całkiem spektakularna glebę, widząc wirujące niebo na przemian z piachem. Na kawałku Żółtego szlaku zamiast podjeżdżać pod pierwszą sztajfę, pojechałem naokoło - a tam na jednym kawałku jest odnóże ściechy mocno w dół i z piasku. Nie spodziewałem się tak głębokiego i sypkiego piasku - wpadłem jak w studnię, pokulałem się do połowy a rower na sam dół. Przy okazji utaplał się w piachu dokumentnie - golenie, uszczelki, hamulce, klamki... Ech. Potem tez nie chciało mi się jechać po raz setny tym samym kawałkiem i zamiast zjeżdżać mocno w dół pojechałem pozwiedzać prosto. Nie było to jak się okazało tak całkiem prosto, dojechałem do głębokiego wąwozu, omijając wyjechałem za zjazdem na Jaśkowej Doline... Dalej już pojechałem ulicą, skręciłem dopiero na żółty w połowie. Tam na zjazdach co chwile blokowałem tylne koło - wczorajsze dolewanie oleju i odpowietrzanie jak widać słuszne. Dobrze że przednie klocki długo się docierają, bo pewnie w kilku miejscach zaliczyłbym OTB.
Po pracy miałem chwilę (alaram ppoż i wszyscy musieli spadać do domu) i pojechałem sobie przez Sopot i nad morzem. Znacznie mniej ludzi i rolkarzy, może ze względu na godzinę, ale też skończyły się wakacje. Całkiem fajne tempo. Tym razem bez gleby i podjazd pod Cienista nawet w bez emocji.

Wieczorem testowanie butów. I nowa technika biegania. Niedawno dowiedziałem się, że większość biegaczy - amatorów biega źle. Ja oczywiście też, nigdy się nie spodziewałem że biegać też trzeba umieć. Biegając nie należy lądować na pięcie, nie idzie to w parze z anatomią człowieka. Niestety przez ostatnie 30pare lat producenci butów wyszli naprzeciw ludziom i zamiast leczyć przyczynę, zaczęli zbijać kasę na leczeniu skutków. Zamiast edukować, postawili na coraz lepszą amortyzację na pięcie. Te wnioski oczywiście nie są moje, przeczytałem o tym na każdym większym portalu dla biegaczy. Taki przykład, w roku '75 maraton Bostoński ponad 20% startujących kończyło z wynikiem poniżej 3 godzin. Obecnie około 3%. A przecież czasy biegaczy są coraz lepsze. Po prostu kiedyś startowali tylko zawodowi biegacze i ludzie bardzo dobrze wytrenowani, teraz zdecydowana większość to amatorzy. Lądowanie "na piętę" skutecznie obniża czas, nie mówiąc już o obciążeniu stawów. Dzisiaj sam to przetestowałem. Założyłem Salomony i pobiegłem na górki i łąki 4,5 km z Ozyrysem oczywiście. Pierwsze wrażenia z biegu z lądowaniem na palce - dużo szybciej. Drugie wrażenie - trzeba odpocząć :) Trzecie - zrozumiałem dlaczego niektórzy bieg niektórych wygląda bardzo "lekko", a innych, nawet dużo lżejszych, jakby mieli w kieszeniach kamienie. Naprawdę przyjemne bieganie, ale także szybciej meczące - bo biegnie się szybciej, z pewnością pracują też inne mięśnie. Przyszło mi do głowy porównanie z SPD - strach założyć, ale po pierwszym razie nie można sobie wyobrazić jeżdżenia bez. Z tym jest tak samo.
A co do butów - no cóż, niestety moje śródstopie nie jest dostosowane do żadnego typu butów. Z plasterkami Compeed chyba się w najbliższym czasie nie rozstanę. To samo co w każdych innych butach - lekkie otarcie na wewnętrznej stronie śródstopia, w miejscu przebiegu szwu. Szef jak w każdych butach - już pod wkładką, ale i tak przeszkadza. Trudno, już się z tym pogodziłem że będę się musiał podklejać przed bieganiem.


Dzisiaj dzień bez samochodu.
-------------


Pokaż Salomon test & pracowy trip na większej mapie

wrzesień: 370,34km