
Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.
strony po 5 wpisów: [16]
Jednodniowy urlop [2009-10-26 13:33:55]
Musiałem dzisiaj pozałatwiać trochę urzędowych spraw (banda kretynów w gusie, zusie, urzędzie miejskim) i korzystając z dłuższego dnia... robiłem nic, nie licząc odwiedzenia kilku sklepów i wieczornego biegania. Jeśli ktoś wybiera się na narty i brakuje mu odpowiedniego ciucha, a nie chce wydawać grubego szmalu, polecam odwiedzić sklep 360°outlet w szadółkowym fashion housie. Jest wyprzedaż spodni narciarskich z 500-700zł na 79-99 zł. Ja co prawda na narty się nie wybieram, ale takie spodnie świetnie nadawać się będą ogólnie na zimę, a w szczególności na nocne rajdy na orientację, piesze oczywiście. Mają wbudowane stuptuty, wentylację jajek, kilka szczelnych kieszeni i wodoodporność "10,000mm waterproof with DWR coating". Mój namiot ma 3.000mm. Link do producenta:
http://powderroominternational.com/fall06/outerwear/barracuda.htm. Poza tym, połaziłem w nich trochę w domu i nie czułem że mam coś chroniącego przed zimnem na dupie. No dobra, nikt mi nie płaci za reklamę, wystarczy.
Korzystając z chwili wolnego czasu pobawiłem się serwisem GPsies.com - używam go do konwertowania map, a dzisiaj wrzuciłem tam ślady bezpośrednio z Forerunnera. Szczena opadła. Zresztą, zobaczcie sami:
http://www.gpsies.com/map.do?fileId=zmwoggjvnqwnewdu. Od teraz wrzucam mapy z tego serwisu. Mniej roboty, sto tysięcy więcej opcji do wyczytania. Profil przewyższeń świetny z suwakiem. Rewela. Kiepsko tylko wygląda jako mapka po prawej, bo te gówna nawigacyjne dużo miejsca zabierają. Szkoda. Może jeszcze nie obczaiłem wszystkim opcji, a na razie mi się nie chce. Spadam spać.
A, no i jako że dzień bez roweru to dzień stracony, to chociaż dolałem płynu do deorek i odpowietrzyłem, zawsze coś. Szczególnie przedni szwankował, teraz twardy jak hardkor co nie wszedł. Zobaczymy jutro na trasie czy faktycznie zapowietrzenie było powodem słabego hamowania.
Wypada coś napisać [2009-10-20 09:27:37]
Chociaż nie ma o czym. Harpagan totalna porażka, dopiero dzisiaj trochę ze mnie zeszło. Wręcz kompromitacja. Sześć objechanych punktów, na pierwszym Harpie było prawie dwa razy tyle. Zero nauki. Te same błędy, tylko podniesione do kwadratu. Pomylić południe z północą to już szczyt. Tak sobie wmawiam że gorzej już być nie może, będzie tylko lepiej. Trzeba brać mapę i poginać w teren, a nie marudzić...
Złożyłem rower zimowy, też była lipa bo okazało się około północy w niedzielę że nie mam linki na tyle długiej do tylnej przerzutki. A do pracy trzeba jechać - założyłem na sztywno 2 x 2 i jakoś dojechałem, chociaż mięso paliło na górce. Dałem do Lewickiego do zrobienia i jest cacy.
Od piątku spałem bo 3-4 godziny na dobę. Do tego Harp, a wczoraj piwna impreza pracowa. No a dzisiaj tez do pracy, do tego pełno ludzi na rowerach, każdego trzeba dogonić i nie dać się wyprzedzić. Pozdrawiam kolesia na czerwonym Specu, nieźle dawał pod Nowolipie, może następnym razem mnie dogoni jak jeszcze trochę nie pośpię ;)
Zaraz zejdę. Dobranoc.
Nieźle dmuchnęło. [2009-10-15 21:08:51]
Chyba w całej Polsce wszyscy wiedzą jak wczoraj było. Wiatr do 130km/h, drzewa łamały się jak zapałki, na Zalewie takich fal jeszcze nie widziałem. Nawet znaki i sygnalizacja świetlna powyginana. Tym razem odpuściłem rower i pojechałem samochodem. Dobrze zrobiłem, bo jadąc dzisiaj po standardowej trasie w kilku miejscach ścieżek musiałem rower przenosić, po prostu ścieżka z gałęzi. Coś niesamowitego. Na szczęście jest już lepiej, wiaterek taki sobie, mniej pada, chociaż chłodno. W tej chwili 0,5°C i oszronione szyby w samochodzie, byłem odpalić na wszelki wypadek. Pojutrze Harpagan, lepiej żeby się nie zmieniła pogoda, ewentualnie na lepsze. Nawet się już spakowałem, tak na wszelki wypadek. Plecak Hi-Mountain, kompas, termos, imbusy, dętka, pompka, czołówka, ochraniacze na buty, bukłak na wodę, żele energetyczne, portfel, smar do łańcucha, czarna taśma klejąca, chusteczki higieniczne, srajtaśma, woda utleniona, plastry. Do tego mapnik i kubek termiczny z kawą do samochodu no i w planach "kanapki z bułką" jak mawia starszy syn i naładować Forerunnera. Chyba wszystko. Jeszcze dodatkowy bidon na ramie. W zeszłym roku miałem łącznie 3 litry płynów i to stanowczo za mało, będzie trzeba dolać gdzieś w wioskowym sklepie.
Jutro zostanie tylko wyczyścić rower, mam nadzieję że hamulec będzie żył. A no właśnie, pisałem chyba ostatnio o kłopotach z tylnym hamplem - wylądował w serwisie. Wyczyszczony, wymieniony płyn, odpowietrzony, wszystko zajebiście zrobione u "
Rudego" ale niestety najprawdopodobniej zabrudzenie nie było przyczyną usterki. Wygląda na to że gdzieś dostaje powietrza i dupa. Jutro muszę koniecznie podejść żeby rzucili okiem co może być nie tak, kiepsko się jedzie tylko z przednim hamulcem... Do serwisu nie mam zastrzeżeń, bo nie sposób stwierdzić od razu że coś jest nie tak, sam też nic nie zauważyłem, dopiero po dwóch dniach klamka luźniej chodzi. Przy okazji zrobiłem też koło - miało lekkie bicie i ciut się zwichrowało. Moja ciężka dupa stawia wysokie wymagania "temu sprzętu" :D.
Spadam popatrzeć tępo w TV.
Jesień pełną gębą. [2009-10-12 20:57:11]
Od paru dni niemal bez przerwy pada. Ziemia tak nasiąknięta, że niegdyś twarde i ubite ścieżki zamieniły się w błotne ślizgadełka. Do tego wiatr i zimno. Trudno, takie uroki klimatu umiarkowanego. Za kilka dni Harpagan, sprawdzam prognozę pogody i jakimś fartem akurat w sobotę ma nie padać. Oby, chociaż i tak błoto pewnie po osie będzie. Przez cały tydzień deszcze mają być. A przy okazji łapię kapcie. W czwartek wracając z pracy. Wjechałem na jakieś szkło, siedziało w oponie jeszcze. Stwierdziłem że przez jakiś czas już pewnie nie złapię, no i dzisiaj patrzę na koło w pracy - brak. Ani dętki, ani pompki. Po pracy pobiegłem z rowerem na ramieniu do Rudego na "Do Studzienki", szybko wymieniłem, piardłem w oponki kompresorem i przy okazji stwierdziłem ze tylny hamulec przestał działać. Klamka luźna, łapie na samym końcu, do tego jakieś opory mana początku skoku
. Umówiłem się że jutro zaniosę rano rower i sprawdzą co jest. Przy okazji centrowanie tylnego koła się należy. Kurcze, hample XT są świetne w działaniu, ale niestety kłopotliwe. Już wiele razy słyszałem o nierówno pracujących tłoczkach (u mnie też, trzeba użyć smaru silikonowego od czasu do czasu), wycieki przez dekielki, czy zapowietrzanie się bez wyraźnej przyczyny. Fakt, że serwis robiłem sam ucząc się na błędach, więc może to przyczyna. Zobaczymy jak będą się sprawować po serwisie profesjonalnym.
Ostatnio długich tras nie robiłem, za to wczoraj z Jendrkiem pobiegaliśmy spory kawał. Ruszylismy w stronę Borkowa, tam po łąkach i polach zabłądziliśmy gdzieś w pobliżu ulicy Starogardzkiej, dalej po górkach na św. Wojciech gdzie spotkaliśmy kilka psów (ja z Ozyrysem oczywiście). Obyło się bez zaczepek. Potem wałem przy kanale Raduni na Orunię, jakąś ulicą mocno w górę w stronę Ujeściska zahaczając o park oruński. I ciemno. 13,6km - całkiem spoko, tylko przez błądzenie po trawach i odłogach miałem całkiem mokre buty i tym razem otarła mi się skóra na ścięgnie achillesa. Do tego całe nogi pocięte krzakami. Ale ogólnie wdeche.
Dzisiaj wróciłem z pracy przez miasto - gigantyczne korki. Żona była w domu pół godziny później niż zwykle. Ja przez kiche spóźniłem się po dzieci. Masakra. Za to właśnie poćwiczyłem na siłowni i jest mi dobrze i błogo. Dostałem mobilizacji po łikendzie, robiłem porządki ze zdjęciami i znalazłem jedno z czasów techników, jaki to byłem zajebisty :) Na fotce u góry po prawej. A poniżej biker Maciek. Idę spać.
-------------
Zdjęcie z roku 1998. Moja dzisiejsza inspiracja do przerzucenia trochę żelaza. (Znajdź Bynia)
Pokaż Bieg 2009.10.10 na większej mapie
Sport to zdrowie, byle nikomu nie przeszkadzał. [2009-10-07 01:38:08]
Dzisiaj rano gwałtownie dostałem adrenaliną po mózgu. Rzecz działa się w Najnowocześniejszej Szkole w Polsce SP 12 w Gdańsku. Mają przyjemność uczęszczać do niej dwóch moich synów. Jak co dzień odprowadziłem dzieci po drodze do pracy. Dawid - starszy - pojechał sam na rowerze i odstawił sprzęt na rowerowy parking przy budynku. Młodszego - Mateusza - odprowadzam do samej świetlicy. Z Młodym idziemy piechotą, ja prowadzę rower z dwoma tornistrami, a Mateusz stoi na pedałku. Sprzęt zostawiam za drzwiami przy wejściu do szkoły w czym w rodzaju wiatrołapu. Dzień jak co dzień - ale zaraz jak przekroczyłem "drzwi właściwe" jakaś baba z dupskiem wielkim jak stodoła wujka wrzeszczy do mnie że z rowerem do szkoły nie można! W pierwszej chwili nie załapałem o co chodzi, przecież nie wszedłem do szkoły, tylko zostawiłem sprzęt "w sieni". Mówię grzecznie że przecież nie wchodzę na korytarze, a w celach bezpieczeństwa zostawiam, nikomu nie przeszkadzający rower w pobliżu wejścia. Za chwilę wybiega z przeszklonej kanciapy cień maliniak w niebieskim kombinezonie i z mordą na mnie że co ja se myślę... Staram się jakimiś rzeczowymi argumentami wytłumaczyć że wstawienie roweru w niczym nikomu nie przeszkadza, że jest czysty, że dotyka podłogi czterema centymetrami kwadratowymi, że tylko na dwie minuty żebym mógł dziecko odprowadzić do świetlicy i że sprzętu wartości kilku tysięcy lepiej nie zostawiać samopas i że przypinanie nawet najlepszym zabezpieczeniem do drucianych stojaków to pomyłka. Niestety, spokojny ton i odwoływanie się do zdrowego rozsądku działają jak płachta na byka na ludzi, którzy wszystko co osiągnęli w życiu to sprzątanie i pilnowanie trawnika... Jegomość w kombinezonie roboczym podniósł głos i zaczął mnie straszyć panią dyrektor, że takie zarządzenie. Szczęka mi opadła i szczerze mówiąc trochę mnie zatkało, ktoś straszy 30-letniego faceta dyrektorem szkoły... Ostatnio ktoś mnie tak straszył jakieś 20 lat temu :D Spróbowałem inaczej - sam podniosłem głos i stwierdziłem że sam się przejdę do p. dyrektor i spytam o niniejsze zarządzenie. Gwałtowna zmiana frontu - "to se stawiaj pan ten rower"... tego też się nie spodziewałem, reakcja mówi sama za siebie. Przy okazji, jakiś czas temu miałem okazję poznać panią dyrektor szkoły i zdrowy rozsądek i zwykła ludzka życzliwość pozwoliłaby przynajmniej przeprowadzić na ten temat dyskusję... Czego niestety nie można powiedzieć o stodołodupie w dresach i cieciowi żrącemu smalec z boczkiem na śniadanie.
Nadal nie mogę zrozumieć co przeszkadza ten pieprzony rower przy wejściu, dlaczego ludzie starają się tylko drugiemu przeszkodzić, zamiast okazać chociaż minimum zrozumienia. Ale jako przykładny obywatel, od jutra stawiam rower w drucianych stojakach, wchodzę do szkoły z dumnie podniesioną głową, rześkim krokiem, prężąc muskuły, z niesmakiem patrząc na wielkie dupsko koleżanki ciecia. A z panią dyrektor nie omieszkam zamienić słowa na temat propagowania sportu przez pracowników. Przy okazji wspomnę o zagrożeniu na ulicy przed szkołą, powodowanym przez dziesiątki samochodów parkujących w celu odwiezienia dzieci. Około godziny ósmej dzieją się tam dantejskie sceny, uliczka z kostki jest dwukierunkowa, z czego jeden pas na całej długości zawalony samochodami. Dziwne że nie doszło tam jeszcze do żadnego potrącenia, niestety obawiam się że to tylko kwestia czasu. Jutro cyknę kilka fotek, sami zobaczycie że to prawdziwy "hardkor"
Za to potem cyknąłem obiecaną fotkę ścieżki rowerowej na Łostowickiej - ciekawe czy kiedyś będzie pociągnięta dalej? Sądząc po wykończeniach chodnika, trawce i krawężnikach i ślicznych kamykach pomiędzy to chyba nie.
Wrzucam też mapkę wczorajszego biegu - miało być po w miarę płaskiej terenowej nawierzchni, ale wyszło jak zwykle... Zapuściłem się w nieznane rejony w stronę Borkowa, a tam całkiem nieźle pofałdowany teren. Czasu za dużo nie było, zrobiłem raptem 6km, ale za to w mocnym tempie. Trasa oczywiście zaliczony z Ozyrysem. Pies szczęśliwy, wreszcie chłodniej - a dla niego im chłodniej tym lepiej.
Dostałem też przesyłkę ze spodniami na jesień i przy okazji czapkę. Spodnie XL - takie jak miałem w zeszłym roku, ale kurcze troszkę jakby przyciasne ;) Na szczęście dobry krój i materiał załatwiają sprawę. Pielucha mogłaby być troszkę bardziej przesunięta w tył, ale z drugiej strony na zimowym rowerze niżej kierownica i bardziej pochylona sylwetka - będzie idealnie. Czapka za to doskonała. Zero wiatru, materiał dość dobrze oddychający, do tego coś jakby dodatkowe zakładki ze ściągaczem na uszy - naprawdę dobry pomysł.
-------------
Na zdjęciu: Nowa ścieżka rowerowa donikąd na Łostowickiej
rower październik:
146,6km
biegi październik:
6,1km
Pokaż Bieg 2009.10.05 na większej mapie