
Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.
strony po 5 wpisów: [15]
Zamiast treningu - noc przed kompem. [2009-11-12 21:31:43]
Mieliśmy dzisiaj z Radziem zrobić ostatni trening przed tułaczem, ale dupa. Muszę nadrobić zaległości w pracy, zapomniałem o zleceniu i się denerwują strasznie. No nic, trudno, bywa. Pogoda tez do dupy, wracam z pracy to już niemal całkiem ciemno, bez solidnego oświetlenia ciężko jechać, tym bardziej że jeżdżę omijając chodniki. Do tego pada i błoto i wilgotno i zimno.
Właśnie napisałem jeszcze raz do sprzedawcy Salomonów, żeby ustosunkował się do mojego odkrycia wady w butach. Biegać się nie da, wada fabryczna. Teoretycznie powinni bez szemrania wymienić, wkońcu to wada fabryczna i nawet producent nie będzie miał nic przeciw jak mniemam, no chyba że będą chcieli mnie olać - no to trochę popiszemy tu i tam na temat sprzedawcy :)
"
Oto e-mail wysłany przez Ciebie do Użytkownika nartyzabornia
Data wysłania e-maila: czw 12 lis 2009 20:35:51 CET.
Strona z przedmiotem: Wyprzedaż! SALOMON XT HAWK ROZ.43/1 3
Treść wiadomości:
Witam.
Nie otrzymałem odpowiedzi na wysłany wcześniej e-mail, być może nie dotarł albo Państwa przeoczenie. Uprzejmie proszę o zajęcie stanowiska w poniższej sprawie.
Jakiś czas temu kupiłem u Państwa buty Salomon XT Hawk. Okazuje się, że mają wadę fabryczną, którą odkryłem dopiero po paru tygodniach eksploatacji. Buty w tej chwili mają kilkadziesiąt kilometrów przebiegu, do tego czasu cały czas prawy but lekko ocierał wewnętrzną część śródstopia. Sądziłem że to kwestia dopasowania stopy, w końcu chciałem wymienić wkładki na IronMan Performance. Jak wiadomo jest to dość sztywna w wkładka w swojej środkowej części i okazało się że do prawego buta nawet nie chce wejść. W lewym leży doskonale. Prawy but jest źle zszyty, wewnętrzne szwy poprowadzone są tak że 5-7mm węższy od lewego, do tego cała wewnętrzna część jest pochylona na zewnątrz. Skutkuje to tendencją na bieganiu na zewnętrznej części stopy. Do tego szef wewnętrznej strony dodatkowo uciska stopę.
Lewy but jest idealny, byłbym szczęśliwym człowiekiem gdyby prawy też taki był. Jak wspomniałem jest to ewidentna wada fabryczna, nie wynikająca z eksploatacji.
Czekam na propozycje rozwiązania problemu.
Pozdrawiam,
Zbigniew Skupiński
"
Zobaczymy czy coś da ta reklamacja. Na razie tylko dla przestrogi dla Was podałem linki w tekście, będę informował o przebiegu sprawy.
-------------
Na zdjęciu wyraźnie widać zwężenie w prawym bucie. Niestety nie widać pochylenia całości.
Straż miejska ssie. [2009-11-11 17:05:39]
Wczoraj z konieczności przyjechałem do pracy samochodem, załatwiałem sprawy urzędowe w Tczewie i odrazu do pracy żeby czasu nie tracić. Duży błąd. O godzinie 10.00 pod firmą szpilki nie wciśnie, tym bardziej że rozkopana ulica bezpośrednio przy parkingu, do tego późna pora. Jedyne miejsca wolne całkiem z tyłu na Traugutta, na jakimś chodniku przy uliczce na zadupiu. Niestety, straż miejska (niech ssie) uważa że jest to bardzo uczęszczane centrum miasta i na tych 6m chodnika jest duży ruch. Złamałem prawo. Dostałem mandat. Jestem złym człowiekiem. Chuj, że codziennie bez względu na pogodę rowerem, że po chodniku nikt nie chodzi bo i tak wszyscy jak już idą to po wąskiej uliczce obok. W uzasadnieniu mandatu napisano: należy zostawić pół metra wolnego chodnika i nie można stawiać czterech kół na chodniku. Gdybym postawił dwa, nie dałoby się przejechać po kawałku asfaltu obok. Trudno, prawo po stronie mundurowych (niech ssą). Ale tak sprawy nie zostawię, sto złotych im nie dam, nie ma szans. Według prawa może i zrobiłem źle, ale zdrowy rozsądek podpowiada coś innego. Poza tym gnoje zamiast pilnować miasta (w końcu szumna nazwa Straż Miejska), głównie wypisują mandaty za parkowanie. Jakoś nie było ich jak mi ryja chcieli obić kilkaset metrów dalej. Wtedy pewnie nawet nie zauważyliby akcji, przecież broni nie mają i nie będą ryzykować.
E tam, Strażnicy, nikt was nie lubi i zero szacunku. Ssijcie.
Dzisiaj z okazji święta mogłem pobiegać w dzień, odpuściłem sobie Bieg Solidarności w Gdyni bo jednak na chwilę obecną biegi po betonie to jeszcze nie dla mnie. Ale za to poszedłem w teren. Teren obecnie wygląda dość ostro, dużo błota, na moich ścieżkach rozkopy i powycinane gałęzie, trafiło się biec po bezdrożach - całe nogi mam porysowane. Niestety okazało się że Salomony mają fabryczną wadę - prawy but jest źle zszyty i w środku jest węższy jakieś 5-6mm. Odkryłem to dopiero jak chciałem wymienić wkładki na sztywniejsze. Do tego but ma skos na zewnątrz. Wybrakowane gówno. Przez to cały czas powoduje otarcie na wewnętrznej stronie stopy. Próbuję zareklamować, wysłałem dzisiaj maila do sprzedawcy - ciekawe co odpisze.
-------------
Tak wygląda mój nieprawidłowo zaparkowany samochód na chodniku znikąd donikąd. Koszt parkowania - 100zł. Kolejny powód żeby jeździć do pracy rowerem.
Spotkanie z agresją. [2009-11-05 20:27:50]
Dzisiaj znalazłem się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Pogoda nieciekawa, mokro i błoto - pojechałem chodnikami i ulicami, w tym przez ul. Traugutta do Sobieskiego i dalej do góry. Jeżdżę po 16.00, o tej godzinie już ciemno i dbając o bezpieczeństwo swoje i innych jestem dość przyzwoicie oświetlony (lampka z tyłu, z przodu i czołówka) i chyba to sprowokowało trzech żurokozaków do działania. Jadę sobie chodnikiem na wysokości tamtejszych działek ogrodniczych widzę trzech kolesi w czarnych czapkach przebiegających przez ulicę wprost na mnie. Parę metrów dalej jest przystanek, więc nawet nie pomyślałem że biegną do mnie, tym bardziej że chłopy koło czterdziestki, na pewno nic do mnie nie mają. Jednak nie chcieli być pasażerami autobusu, jeden złapał mnie za rękę mówiąc coś o ładnych rowerach, efekt wiadomy - dobrze że jechałem około 15km/h - upadek dość łagodny, nawet się nie pokulałem tylko oparłem jakoś na ręce. Od drugiego dostałem kopa w brzuch, ale odruchowo się zasłoniłem i bardziej przyjąłem kopa na przedramię. Trzeci łapał już rower. Początkowe zaskoczenie i przerażenie ustąpiło kiedy w żyłach popłynęła czysta adrenalina. MÓJ ROWER KRAŚĆ??? Do końca nie jestem pewien czy coś krzyczałem, ale jak robiłem sobie rekonstrukcję zdarzeń to mniej więcej dalej było tak: Koleś który mnie kopnął traci równowagę a ja zdążyłem wstać i łapię za habety jednocześnie zasadzając mu kolanem w splot słoneczny. Facet chyba nogi z ziemi oderwał, pacną dupą o ziemię i kaszle. Drugi chyba próbował trafić mnie w twarz, nie pamiętam ale chyba trafił w okolice barku mu boli mnie ostro, za to ja mu nasadą dłoni pociągnąłem prosto w szczenę, faceta obróciło i centralnie pieprznął twarzą w chodnik i leży. Trzeci koleś rzucił rower i spierdala. Ten pierwszy co siedział zaczął wstawać i straszliwie obraził moją matkę, a tymczasem u mnie agresja osiągnęła wartość maksymalną i z czuba buta prosto w zęby. But ma na czubie sztywny i gruby plastik, więc gościu wywinął orła, nakrył się nogami, skulił się i tryska krwią. I znowu ten drugi już na czworaka zdążył się podnieść to jeszcze z buta po żebrach dostał. Całość akcji trwało może z 5 sekund? Nie wiem, ale z przystanku obok oczywiście nikt dupy nie ruszył żeby się zainteresować jak mnie zdjęli z roweru. Za to jak gnój dostał z buta po zębach to jakiś emeryt zaczął się drzeć żebym ich nie bił i policję wezwał. Pierdolony, tak najłatwiej, do trzech bujających się kolesi lejących innego nikt nic nie powie, ale jak ten się obroni to zmienia postać rzeczy. Zebrałem rower, kierownica przekręcona ale nie chciałem czekać na dalszy rozwój wypadków, szybko nastawiłem, jeszcze dobrze że czołówkę zauważyłem bo spadła z kasku i w długą. Jeszcze kątem oka widziałem że jeden gnój co dostał w szczenę pobiegł za trzecim, a ten drugi już bez zębów klęczał i trzymał się za mordę. Ręce i nogi tak mi się trzęsły że w bloki nie mogłem trafić, do Kartuskiej dojechałem cały czas na nogach na maksa, a przestałem się trząść przy szkole jak wszedłem po dzieci. Potem zastanawiałem się czy kop w ryja nie było zbędnym "brutality" i wiecie co? Nie. Takich gnojów trzeba tępić, teraz zanim złapie kogoś za rękę może pomyśli, a przez najbliższy czas będzie jadł tylko zupy. Ze swojej strony jednak będę unikał tamtej okolicy, bo kto wie czy następnym razem od razu nie dostanę kijem przez twarz.
Przyszedłem do domu i jeszcze poszedłem pobiegać żeby resztki emocji zeszły. Jeszcze zmyłem posokę z buta. 5km po błocie dobrze zrobiło.
Tak przy okazji, mam nadzieję że na Jesiennym Tułaczu będzie mróz albo sucho, bo jest masakra po błocie. Idę odreagować jakimś alkoholem.
Jak dobrze że nie muszę używać samochodu [2009-11-04 23:26:09]
Na wstępie dzięki za maile - żyję i mam się dobrze. Nie pisałem bo za bardzo nie było o czym, a pisanie na siłę nie dla mnie.
Za oknem sypnęło pierwszym śniegiem i odrazu z grubej rury. W tej chwili jakieś 3-4 cm śniegu na Gdańskim Ujeścisku. Do tego lekki mróz - wszystkie podjazdy uliczne zablokowane, nawet te osiedlowe. Poszedłem sobie pobiegam z psem, pomimo silnego wiatru i opadów, biega się świetnie - super amortyzacja na śniegu :) Widziałem problemy na Świętokrzyskiej w stronę Kowal i na ul. Bergiela osiedlowej pod górkę. Ktoś nie zdążył zimówek założyć. Ja na szczęście samochodu teraz używam okazjonalnie, na wycieczkę do marketu. Szkoła dla dzieci pod nosem, a żadna siła mnie nie zmusi do stania w korku do pracy. Co prawda na takie warunki też przydałoby się zmienić bieżnik w rowerze, ale z braku laku zobaczę jutro jak spiszą się IRCe.
Na rowerze siedzę teraz tylko w drodze do i z pracy, nie ma kiedy jeździć - po pracy za ciemno na teren, a w łikendy ostatnio zawsze coś wypada. Przy tej okazji stwierdzam że znacznie lepiej po mieście jeździ mi się na "sztywniaku" bez przedniego amora. Jakoś tak stabilniej. Do tego inna geometria ramy, niżej kiera - ogólnie z roweru zrobił się ścigant miejski. Za to w terenie znacznie gorzej, trzeba naprawdę uważać, sztywny widelec nie wybacza błędów.
Mniej roweru, ale żeby kondycję trzymać w ryzach staram się biegać nie rzadziej niż co drugi dzień. naprzemiennie teren i beton. W terenie mogę biec dalej, mniejsze obciążenie dla kolan i wogóle wolę bieganie po ciemnym lesie z czołówką, ale po betonie bardziej uniwersalnie no i chcę poćwiczyć do miejskich zawodów biegowych. Znalazłem wreszcie rozwiązanie dla Nike'ów - do biegania po betonie, wkładam im wkładki z Salomonów i zero otarć, komfort i zajebioza. Prędzej mięśnie się zmęczą niż cokolwiek. Chociaż dzisiaj lekko pobolewało kolano po 9km, no ale myślę że to kwestia treningu. Za to wkładki Salomona w Salomach już słabiej, pobiegliśmy z Radkiem do lasu i wewnętrzna część śródstopia prawej stopy lekko otarta i pęcherz :/ Może tez trzeba znaleźć inne wkładki.
Nowe ciuchy tez sprawują się doskonale, bielizna Brubeck wręcz genialna, jednak czasem warto dopłacić parę złotych i mieć naprawdę solidny wyrób, niż niby zaoszczędzić i mieć gówno. Biegając dość intensywnie się pocę, a spodnie ściśle przylegające do ciała są praktycznie suche, jedynie w okolicy pasa, na ściągaczu czuć wilgoć. Jako druga warstwę na taką pogodę ubieram luźne i wręcz szerokie spodnie Coalition, wiatro/wodoszczelne, ale też oddychające. No i super, nawet nie czułem że wieje i sypie. Kurtka Adidasa rowerowa podobnie, zero wiatru i mokra tylko z wierzchu, do tego odrazu wywala pot na zewnątrz. Czapka z windstoperem i elastycznymi nausznikami typu "ruski kosmonauta" i czołówka na czole. Nie pomyślałem tylko o okularach i połowę każdego kółka prowadził mnie pies, bo w takiej śnieżycy nie dało się otworzyć oczu. Tylko twarz obrywała, cała reszta sucha, nawet Nike się nie zmoczyły specjalnie pomimo siatki na przedzie. Może dlatego że dość wysoko mają poprowadzoną linię szczelniejszego materiału.
I dobra. W niedzielę bieg na 6km w Gdańskim Brzeźnie, w środę 11.11 Bieg Niepodległości w Gdyni, a w łikend 14/15 Nocny Bieg na Orientację Jesienny Tułacz.
Się narobiło...
-------------
godzina 22.00 w Gdańsku
rower październik: 525km
biegi październik: 54,5km
rower listopad: 34,1km
biegi listopad: 25km
Kilkudniowy brak pracy irytuje [2009-10-26 15:53:35]
Od środy nie pracuję, najpierw urlop a potem młody się rozchorował i jedzie na antybiotyku. Brak zajęcia i takie wytrącenie z rytmu osłabia, czuję się jak z dupy wyjęty. Nawet sobotni 85km trip i bieganie po 15km nie pomaga. Do tego jakieś koszmary - miałem film że na H39 zapomniałem połowy roweru, żarcia, mapnika, a sprzątaczki schowały mi ciuchy... Brrr.... Pewnie to przez wczorajszą pizze, bo nawet obiadu nie chciało nam się gotować.
Nawiązują do sobotniego tripu - wybrałem się do Tczewa szosą, a powrót Czerwonym Szlakiem Motławskim. Ostatnie półtorej godziny w deszczu i zimnie, nie było fajnie. Koniecznie muszę zmienić rękawiczki, myślałem, że palce odpadną. Do tego brak amortyzatora też nie pomagał na drogach ułożonych z płyt betonowych, ręce drętwieją. Z Tczewa jechałem z Dziadkiem Jasiem, trenuje wypinanie się z pedałków zatrzaskowych i idzie mu całkiem dobrze. Tym bardziej że ma Time a one mają duży kąt wypięcia. Daje radę.
Wieczorami za to biegamy z Jendrkiem. W sumie to już nocami, ostatnio wybraliśmy się około 20.00, podjechaliśmy wozem do lasu żeby nie tępić kolan na chodnikach i nie stresować psa przy samochodach na ulicach. Absolutne ciemności i przez 10km chyba ze 30 zwalonych drzew na ścieżkach, w jednym miejscu trzeba było psa przenosić. Biegamy z czołówkami oczywiście, oświetlenie całkowicie wystarczające, ale zastanawiam się jakim trzeba być hardkorem żeby np uczystniczyć samemu w harpaganie czy innych nocnych imprezach na orientację. Ludzie chyba pozbawieni lęku. Biegnąc samemu w środku lasu po nieznanym terenie - jakoś wcale mnie nie bawi. Biegnąc z psem i Jendrkiem jest ok, ale sam nie zdecydowałbym się.
W sobotę wieczorem zaś sprint się zdarzył. Odwiedził biker Maciek z żoną i przed 22.00 zabrakło. Tak więc sprint do sklepu po jeszcze, buty płaskie, chodnik i Bergiela pod górę. Po porannym Tczewie i poprzedniodniowym biegu myślałem że mi łydy eksplodują przez te kilkaset metrów.
-------------
rower październik: 496,1km
biegi październik: 44,56km