Kreta w Grecji
Bikerowi Maćkowi udało sie pojeździć na Krecie. Góry, podjazdy i przepiękne widoki oraz ogromny upa...







XT vs. Deore
Przez dłuższy już czas chciałem opisać swoje spostrzeżenia na temat hamulców Deore XT (zestaw 775) i dwie klasy niższych i st...

Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.

strony po 5 wpisów: «  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  [13]  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  »


Gdańsk dzisiaj stanął.   [2009-12-22 21:08:41]
Dzisiaj cieplej, rano było -6°C, całe dziesięć stopni więcej niż wczoraj. Korzystając z okazji pobiegłem sobie nogami do pracy, wszystkie ściechy i chodniki z ładnie ubitym śniegiem. Po 10 minutach biegu poza gardłem było całkiem cieplutko. Niestety zapomniałem Garmina i nie wiem ile czasu zajęło. Na pewno więcej niż zwykle, po śniegu biega się - co oczywiste - trochę wolniej, końcowy moment wybicia stopy wchodzi w lekki poślizg i męczy. Do tego wziąłem za grube skarpetki i umierało mnie śródstopie :(
Koło 14.00 zaczęło sypać i tak padało do wieczora. Patrząc przez wielkie okna w firmie na przysypane samochody i 5cm warstwę śniegu na ulicach, znowu się cieszyłem że nie muszę używać samochodu... Posłuchałem opowieści na korytarzach o zamarzniętym paliwie, rozładowanych akumulatorach, drapaniu szyb, zimnie przez 30 minut wewnątrz, korkach i narzekania na innych kierowców, aż się gęba sama śmieje, że moje problemy kończą się na dostosowaniu ubrania do temperatury, albo na rozwiązujących się sznurówkach. Wracałem sobie przez Morenę, biegnąc do góry Jaśkową Doliną - tubylcy wiedzą że to ulica cały czas pod górę, miejscami całkiem ostrą. Dokładając puszysty śnieg, wiatr w ryj i drobny śnieg walący w czy, biegło się... całkiem zajebiście! Przez 2km lekkiego podgórka goniłem rowerzystę, który ledwo jechał - wcale się nie dziwię, przy takim wmordewindzie ze śniegiem i na wątpliwym bieżniku sam bym uważał. Przed ostrzejszym podjazdem koleś po raz pierwszy wyprzedziłem bikera nogami :D Już mnie nie dogonił do końca górki. Po drodze ścigałem się też z autobusem 127 - wygrałem. Od Moreny w dół już tylko jeden wielki koras, to samo Łostowicka. Wiatr troszkę wyziębił mi klatę, ale bez konsekwencji, a grube skarpety dały się we znaki, dwa razy musiałem przerwać bieg bo czułem już dość mocny ból. Zapomniałem że do NewBalance te skarpety są za grube :/ - już będę pamiętał. A, jeszcze jednego bikera spotkałem wcześniej na Łostowickiej - kamikaze jakiś, mijam go codziennie ale tym razem zwróciłem uwagę na bieżnik - na slickach jechał i to jakieś 1,5 max... biegnąc pod górę patrzyłem na ślad na śniegu - rzucało go jak cholera, szczęściarz nie zaliczył gleby.
Zrobiłem w tą stronę jakieś 10km, a zrypanym jak po 30. Zimno, wiatr, śnieg niemal po kostki i długa górka wykańczają. Muszę tam biegać częściej :D
Dzisiaj w nocy ma przyjść ocieplenie, w sumie to już jest koło 0°C. Jak cała ta masa śniegu jutro spłynie, będzie zajebiście :/ a w wigilie pojutrze wszystko zamarznie i będziemy mieli lodowisko :/


Gdańsk dzisiaj stanął.
-------------
Zima
Zima
Zima

Zdjęcia: Radek Piotrowski
O, zima!   [2009-12-18 11:21:09]
Dzisiaj rano wpadła do nas zima. I to taka, która dla co najmniej 99,99% naszego społeczeństwa oznacza absolutny brak możliwości przemieszczania się rowerem (czyli wychodzi 40000 ludzi, dla których taka możliwość istnieje, dzisiaj spotkałem ośmiu bikerów). O godzinie 6.47 było -9°C, dość mocno wiało i pruszyło śniegiem, wyjąłem więc zimową kurtkę, na nogi pod spodnie jeszcze brubecki, a na stopy skarpety neoprenowe. Te ostatnie pierwszy raz w użyciu, na razie ustalam różne warianty korzystania, czy na bosą stopę, czy na cienką skarpetkę, czy z wkładkami w butach. O tyle problem że wszystko naraz się nie zmieści, neopren ma jakieś 2mm do tego skarpetka, a jak za ciasno to i tak zrobi się zimno od buta. Przez pierwsze pół godziny jazdy jest dość komfortowo, zarówno ze skarpetką jak i na gołą stopę, potem już czuć palucha. Jutro spróbuję wcisnąć z wkładką. Ale i tak z czystym sumieniem mogę polecić, akurat mam bardzo dopasowane buty ale przy rozmiarze nawet pół numera większym spokojnie każdy zmieści. Skarpety Cormoran jakby co, do znalezienia w sklepach wędkarskich i w necie oczywiście.
Wracając do dzisiejszej jazdy przy -8° - nie pomyślałem o kominiarce. Wszędzie ciepło, a twarz mało nie odpadła, szczególnie szyja do której dotykała plastikowa sprzączka kasku. Ała, bolało jak cholera, jutro na pewno nie zapomnę. Z tym, że znowu pod stójkę zimowej kurtki nie wejdzie - szyja urosła przez rok :/ Może wezmę softshella i bluzę podspód? Albo może pobiegnę? Mam chwilową słabość :] jutro się zdecyduję. Poza tym rękawiczkom starła się warstwa windstoperu i na Harpaganie przepaliłem dziurę nad ogniskiem, marzną paluchy. Jeśli takie mrozy będą się utrzymywać przez kolejne tygodnie, trzeba bedzie zainwestować.

Jeszcze słowo o oponach. Spodziewałem się problemów, bieżnik już mocno zjechany, do tego jakoś niespecjalnie zimowy z wyglądu. A, bo to moja pierwsza jazda po śniegu w tych oponach - IRC Serac XC. A tu okazało się że sprawują się rewelacyjnie. Zero poślizgu, świetnie trzymają na krawędziach - przejechałem wzdłuż zamarzniętych kolein posypanych śniegiem, ani jednego uślizgu. Hamowanie - nowość, koło nie wpada w poślizg, tylko robi "tarkę" wpadając w wibracje. Zachęcony pierwszymi odczuciami pojechałem nieco szybciej na mocnym łuku i... nic. Pojechałem jakby żadnego śniegu nie było. Obawiałem się że będę musiał zmienić opony na jakieś bardziej zimowe, a tu te okazały się równie uniwersalne jak Continentale, do tego lepiej sprawujące się przy hamowaniu.



O, zima!
-------------
skarpety neoprenowe
niestety za ciasno w butach

Umarły mi dwie partycje dysku :(((
Idę naprawiać, zginęło kilkadziesiąt giga danych. Aaarghhhhhh!
GDAŃSK ZAGŁĘBIEM ZŁODZIEI ROWERÓW???   [2009-12-15 22:25:08]
Co się dzieje? Lekko ponad miesiąc temu chciało mi trzech świniojebców obić mordę i zabrać rower. Udało mi się wyjść cało i uratować sprzęt. Dwa tygodnie temu dwa rowery skradziono bikerowi Maćkowi. A dzisiaj rowerów pozbyła się bikerka Kasia i biker Jendrek. Podprowadzono im rowery z piwnicy. Godzina poranna, nowy blok z domofonem, zamknięte główne drzwi do piwnic i sama piwnica... Po prostu szok. Tym razem są pewne podejrzenia, ale na razie nic nie będziemy pisać, sprawą zajmuje się policja.

Wychodzi na to że nie ma sensu trzymać rowerów nigdzie poza mieszkaniem, chociaż podczas nieobecności domowników to też wątpliwe miejsce... Normalnie dramat i brak słów. Obok zamieszczam zdjęcia rowerów, Giant XTC 3 w dość rzadko spotykanym malowaniu czarno-grafitowym, z widelcem RockShox Tora 308 i Trek 4500 wiśniowy z Rock Shox'em Judy

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie proszony o kontakt na chmielewski.andrzej@gmail.com.

Dzwoniłem szybko do Dziadka Jasia żeby wyciągał te swoje maszyny z piwnicy bo jak jeszcze jemu zawiną to nie dość że nie będzie z kim jeździć w łikendy to jeszcze na harpagan nie będę miał z kim jechać :/ Mało zabawne, człowiek zapierdala całe dnie (czasem i noce) żeby sobie kupić sprzęt, a skurwysyny biorą jak swoje. CZYTASZ TO ZŁODZIEJU?? OBY CI RĘCE UJEBAŁO!


GDAŃSK ZAGŁĘBIEM ZŁODZIEI ROWERÓW???
-------------
Skradziony Giant XTC 3
Skradziony Giant XTC 3
Skradziony Giant XTC 3
Skradziony Trek 4500
Skradzione rowery

Powyżej zdjęcia skradzionych rowerów.
Bieg 20km   [2009-12-14 19:08:57]
W sobotę pobieglimy z Jendrkiem w teren. Noga mu się całkiem naprawiła i chociaż wolnym tempem, przebiegliśmy ponad 20km po lasach, łąkach, bezdrożach i ulicach. Błota dużo, ale przynajmniej z nieba nic nie leciało. Pies też szczęśliwy. No i co tu więcej pisać, oby tak dalej.

Potem już gorzej, sąsiad na wóde zaprosił no i cała niedziela z życiorysu, jeszcze dzisiaj kiepsko się czułem. Wódka to zuuooooo. Pojechałem do pracy rowerem, pogoda do dupy, cały czas syf z nieba, na dole jakiś pseudo śnieg. A w tym tygodniu ma mrozem przywalić ostro, trzeba będzie wyjąć grubą kurtkę.
Wrzucam mapkę z soboty i idę jeść.




Bieg 20km
-------------

A w piątek odbyła się długo oczekiwana walka Pudziana z Najmanem. Dla mnie wynik był oczywisty, byłem też pewien że zakończy się w zbliżonym czasie. Nie sądzę żeby jakikolwiek amator w MMA był w stanie położyc Pudzianowskiego, pewnie niejeden słabszy zawodowiec MMA nie wyszedłby na ring. Co prawda do prawdziwych walk techniki brakuje, ale to pewnie kwestia paru miesięcy jak Pudzian zdominuje i tę dyscyplinę.
Ostre tempo   [2009-12-09 20:41:35]
Tak jak sobie obiecałem jakiś czas temu, nadal biegam do pracy co drugi dzień. Akurat tak ładnie aura się układa, że jak mam jechać rowerem to jest w miarę sucho - a przynajmniej nie pada, a jak przypada dzień biegania to lekko kropi - ale nie przeszkadza mi to. Dzisiaj biegnąc z pracy dałem trochę mocniej w palnik i jestem wykończony. Jeszcze światła na przejściach dla pieszych tak wszędzie podpasowały że nie miałem możliwości odpoczynku chociaż te parę sekund, a do tego biegłem do samego domu dookoła i mijając szkołę - wyszło kilometr więcej niż zwykle. Powoli zauważam że mniej się męczę, chociaż biegnę mniej więcej taki sam czas - do pracy około 36-38 minut a powrót 40-42. Na razie nie chcę nawet biegać szybciej, poczekam aż organizm dostosuje się do nowych warunków i te 7km będę robił z taką łatwością jak rowerem. Wtedy można pokusić się o zwiększenie intensywności.

Wczoraj w kuchni pracowej byłem świadkiem interesującej rozmowy kolegów w stylu "nie mam czasu na nic". Nie raz już takie męczące rozmowy słyszałem, nie raz chciałem coś na ten temat napisać. Zawsze mnie coś takiego dowartościuje, jak i rośnie mój szacunek dla ludzi amatorsko uprawiający jakiś sport. Rozmowy te przebiegają mniej więcej tak, że rozmawia dwie osoby (z reguły stanu wolnego) i żalą się sobie nawzajem że na nic nie ma czasu. Ci akurat tzw single ze świetnie rozwiniętym mięśniem piwnym. Bo praca 9.00-17.00 (czasem nie chce się wstać więc 10.00-18.00 - 8.00-16.00 to stanowczo za wczesnie), potem trzeba iść do domu, coś zjeść, pooglądać TV, posiedzieć przy kompie, pograć w gierki, oglądać film, porozmawiać o niczym z narzeczoną / narzeczonym i nie ma szans na to żeby pojeździć rowerem, pobiegać, popływać, pocokolwiek, chociaż na spacer wyjść. Nie wiem czy to kwestia bardziej uporządkowanego życia, czy chęci, ale sam po sobie i wielu osobach z otoczenia przecież widzę że można. Mam dwójkę dzieci, żonę, psa i daję radę jakoś ze wszystkim. Pobiegać, pojeździć, wyjść z psem, poćwiczyć na siłowni, zbudować helikopter z klocków lego z dzieciakami, odebrać ze szkoły i pomóc odrabiać lekcje, pogadać z żoną, zrobić zakupy, czasem obejrzeć film, dopisać coś do bloga na mtb3x.pl, wypić też czasem browara wieczorem, poczytać gazetę, itd codziennych obowiązków. Może dlatego że niemal nie oglądam TV i nie siedzę przy kompie niewiadomopoco... I jeszcze się wyspać w miarę przyzwoicie. Poukładane jak w tetrisie.
Dlatego proszę wszystkich - zanim powiesz że nie masz czasu, zastanów się czy to brak czasu czy źle poukładane klocki w tetrisie.

Jeszcze słowo o kurtce - jak na razie sprawdza się świetnie, jedyny mankament jaki znalazłem to zbyt obszerna stójka - przy pochyleniu głowy potrafi zawiać zimnym za szyję. Ale koszulka ze stójką załatwia sprawę. Wentylacja odpowiednia, pomimo całkowicie mokrej koszulki kurtka zostaje sucha. Wcześniej pisałem że jest może zbyt obszerna, ale zawsze biegam z plecakiem z pasem piersiowym i "brzusznym" i "obszerność" nie przeszkadza. Trochę szeleści co może irytować, ale zwykle biegam z muzyką w uszach więc nie słyszę żadnego szurania. Poza tym tak jak producent zapewnia, całkowicie wiatroszczelna i wodoodporna. A rano wychodząc z psem ubieram pod spód bluzę i sprawdzą się jako zwykła kurtka outdorowa.




Ostre tempo
-------------
Samolocik
Ciężarówa
i Technic z pomocą wujka bikera Maćka.

Żeby nie było nieporozumień że ściemniam - tyle mam jeszcze zbudować z dzieciakami. Postanowiliśmy złożyć wszystkie klocki jakie mają. Kilkanaście Bionicle, kilka Racers, kilkanaście City. Jeszcze jakieś zamki... Udaje się od jednego do trzech w jeden wieczór, zajmie ze 3 tygodnie conajmniej :)
Biker Maciek też pomagał :D
Taka kupka klocków jak na pierwszym zdjęciu jeszcze na biurku zalega...