Kreta w Grecji
Bikerowi Maćkowi udało sie pojeździć na Krecie. Góry, podjazdy i przepiękne widoki oraz ogromny upa...







XT vs. Deore
Przez dłuższy już czas chciałem opisać swoje spostrzeżenia na temat hamulców Deore XT (zestaw 775) i dwie klasy niższych i st...

Subiektywny i niekoniecznie odpowiedzialny bloog Bynia.

strony po 5 wpisów: «  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  [11]  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  »


Zima podarowała odrobinę hardkoru.   [2010-01-11 22:30:24]
Coraz bardziej mi się podoba. Dzisiaj w nocy napadało jeszcze raz tyle, na chodnikach 20-30 centymetrów, w porywach nawet za kolana. Do pracy pobiegłem, strasznie mi się nie chciało, ale jak zaraz za szkołą dzieciaków, po 200metrach biegu zobaczyłem korek to odrazu mi się polepszyło. Nawet nie musiałem biec po nieodśnieżonym chodniku, na Warszawskiej wbiegłem na środek jezdni pomiędzy stojące samochody i tak sobie biegłem środkiem. Oczywiście gdzie się dało to chodnikiem, ale jednak wiele z nich nie widziało pługa ani szufli. Nie ukrywam że takie bieganie jest potwornie męczące. Po pierwsze, wysoko podnosić kolana trzeba. Noga ma uślizg przy wybiciu, odbijam się wewnętrzną krawędzią stopy, jednocześnie kilka centymetrów przesuwając stopę do tyłu. Bardzo bolą mięśnie pomiędzy piszczelowymi a łydką, coś nowego. Pod koniec szóstego kilometra od tej nienaturalnej pozycji wybijania zacząłem tez czuć kolana. Ogólnie dużo wolniej, dobiegnięcie do pracy zajęło 48 minut. Niezły ubaw miałem jak wyprzedziłem autobus, a potem biegłem przed nim - wiedziałem co mówią w autobusie - "patrz kretyna" itp - odrazu miałem + 50% do mocy :D.
Powrót jeszcze dłużej, nie dało się już biec ulicami, ruch dużo sprawniejszy, więc musiałem się taplać w rozdeptanym, kruchym i brązowym śniegu wysokim na 30cm. Gdzieniegdzie nie dało się, np ulica Sobieskiego przy szkole zawodowej i Schuberta od ronda do skrzyżowania z Nowolipiem. Autobusów nie wyprzedzałem. 51 minut zajął powrót.
Jutro nie dam rady nogami, trzeba będzie odpalić rower - też lekko nie będzie.

Dzisiaj mocno gęsto komentowane na serwisach internetowych warunki atmosferyczne. Na jednym z artykułów na www.trojmiasto.pl no nie wytrzymałem i napisałem jednemu odpowiedź. Z reguły nie wypowiadam się na forach na tego typu tematy, ale tym razem jakoś nie mogłem się powstrzymać. Rzecz traktowała o tym ze widziano rowerzystę jadącego ulicą. No szok normalnie, rowerzysta w zimie. Odrazu podniosły się głosy że to kretyn, debil i wogóle na pewno nie ma rodziny i pracy... No ręce opadają. Odpisałem, że sam jeżdżę, biegam, do tego pracuję i nawet mam rodzinę. Długo nie trzeba było czekać na odpowiedź, wyszło na to że muszę pracować jako sprzątacz albo magazynier. Bo przecież śmierdzę. Widać że koleś ma wiele szacunku dla tych zawodów. Odpisałem uprzejmie że jestem grafikiem, do tego obok siedzi koleżanka, która przejeżdża 20km w jedną stronę przez las. I tez jest grafikiem i pracuje w biurze. Niestety, zapomniałem że anonimowych ignorantów nie da się przeskoczyć. Anonimowość w sieci ma to do siebie, ze każdy potrafi opluć i poniżyć. Dodam tylko, że osobiście podpisuję się pod każdą wypowiedzią, uważam ze jeśli prowadzę konwersację to wypada się podpisać.
Co prawda zostałem zdeptany i stłamszony, ale za to bardzo przyjemnie że wielu bikerów się dopisało, że tez dojeżdżają cały rok. Miło widzieć tyle wpisów rowerzystów nie na rowerowym forum. Nawet nie sądziłem że tylu nas w okolicach, z drugiej strony sam codziennie trzech mijam.
Tutaj link do artykułu z trójmiasta: http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Zima-zaatakowala-snieg-ma-padac-caly-dzien-n36454.html
Wątek z komentarzy znajduje się pod tytułem A ja dziś widziałem rowerzystę. Polecam odszukać i przeczytać, bardzo interesujące - jak niektórzy podchodzą do tematu - nie tylko ci którzy rowery widzą co najwyżej w dziale sportowym w markecie, ale także inni rowerzyści.
Odpuszczę sobie na jakiś czas czytanie forów 3miasta, bo się niepotrzebnie irytuję :)

Po pracy dzisiaj zrobiłem sobie jeszcze długą rundkę pieszą z psem, około 8 km bo absolutnie zasypanych terenach i jestem zrypany jak koń po łesternie.
Idę - jak ktoś napisał na wspomnianym wcześniej forum - "dyzajnesko ujebać" sobie rower 'coby' wyglądał na jeżdżony. 'Coby' ludzie widzieli.


Zima podarowała odrobinę hardkoru.
-------------

Wieczorem poszedłem pocieszyć samochód. W końcu stoi tak sam, na parkingu, zasypany śniegiem. Jak już znalazłem, odśnieżanie samochodu i dookoła wyjazdu zajęło mi jakieś 40 minut... Przy okazji pomogłem wypchnąć z parkingu czterech sąsiadów. Bez pomocy kaka. I nikt mi nie wmówi że codzienne takie poranki i wieczory to przyjemność. Sam to przerabiałem jak musiałem wozić dzieci do przedszkola.

Na jutro wyczyściłem łańcuch. Zardzewiały i sztywny jak cholera :/
Ha! A mi się podoba!   [2010-01-10 17:48:51]
Wszyscy narzekają na zimno i śnieg, a mi się tam podoba. Jeszcze rok temu też kląłem jak bezręki górnik, ale odkąd nie muszę korzystać codziennie z samochodu, to może tak być całą zimę. Od paru osób słyszałem że opady śniegu największe własnie tutaj, na Ujeścisku i dalej w Kaszuby, im bliżej centrum tym mniej. Parę fotek obok - naprawdę ciężko jeździć, chodzić zresztą też bo nikt chodników nie odśnieżył. Wybrałem się dzisiaj na rundkę pieszą z Ozim, ubrałem narciary, trekingi i poszliśmy dookoła kilku osiedli. Faktycznie miejscami śnieg do kolan. Potem całą rodziną wybraliśmy się na spacer nad zbiornik retencyjny się poślizgać, ale niestety lód nieodśnieżony, za duże opady. Dzieciaki radochę miały bo po wskoczeniu z górki w śnieg tylko głowa wystawała :) Ozyrys też się cieszył, z moją pomocą dwoje dzieciaków na sankach ciągnął. Wszyscy przemarzli, ale żywi.

Jeszcze wracając do piątku i powrotu rowerem z pracy - trochę mniej śniegu było, wybrałem się po żółtym szlaku. Zdziwiłem się że nikt ścieżkami nie szedł, tylko kilka tropów zwierzęcych, opadnięte gałęzie i śnieg do łydki. Mimo to dało się jechać, chociaż powoli. Na pierwszym szczycie zwalone drzewo w poprzek skrzyżowania ścieżek, potem w dół do Jaśkowej Doliny tez puch pod kołami. Jazda po czymś takim zabiera nieco więcej czasu i zdecydowałem nie jechać już przez las tylko przez Morenę, ale ul. Kruczkowskiego - jeszcze tamtędy nie jechałem i przy okazji spotkałem bikera jadącego w dół. Potem przez Migowo ul. Myśliwską i przez cmentarz Łostowicki po dzieci do szkoły. Całkiem przyjemny kawałek, tylko na Myśliwskiej słabo - ostry spadek i trzeba uważać, palce na klamkach cały czas. Poniżej mapka.



Jutro sam nie wiem jak się wybrać. Ma całą noc sypać, nie uśmiecha mi się jechać w puchu po osie. A znowu biegnąc w niskich butach będzie śniegiem po kostkach. No cóż, tak czy inaczej na pewno nie samochodem.


Ha! A mi się podoba!
-------------
chodnik
Śnieg na balkonie i szczęśliwy Ozyrys
Bynio też szczęśliwy
Zbiornik skuty lodem
Mati w zaspie
Frajda jak nic
Żona też
Bynio ma dość
Ozi bez uprzęży, ale daje radę też na obroży

Ozyrys dał czadu.   [2010-01-07 21:48:55]
Pies nie biegał od soboty i już lekko nerwowy się zrobił, dlatego odrazu po pracy przypiąłem uprząż do roweru i zrobiliśmy przebieżkę kilkukilometrową. Naprawdę chciało mu się biegać, przez 7 km praktycznie nie dotykałem pedałów, jedynie pod większą górkę. Zmarzłem na kość, zero wysiłku, prędkość 20-25km/h i do tego pruszący śnieg i wiatr. Nie wziąłem też oświetlenia, tylko poświata od śniegu, miejscami musiałem piszczeć hamulcami, bo nie widziałem gdzie jadę. A ten zasuwał ponad dwie dychy, aż banana na twarzy miałem cały czas. Jak już zmarzłem tak że nie trafiałem palcami w manetki i nie czułem dużego palucha u nóg, wróciliśmy. Zjadł, wypił i śpi szczęśliwy.

Ja za to poćwiczyłem sobie drugi raz w tym tygodniu na siłowni, tym razem lekki trening - barki, biceps, triceps, brzuch. Chociaż brzuch słabo bo już motywacji nie było. A ja jutro też rowerem do pracy, dziura w nodze nadal boli - mam nadzieję że w sobotę będzie już lepiej, może wybiorę się na "Bieg po plaży" w Sopocie.









Ozyrys dał czadu.
-------------
Orbitrek Radka
Orbitrek Radka
Orbitrek Radka

Kolega Radek sprzedaje Orbitrek całkiem fajny i niemal nieużywany, może ktoś będzie zainteresowany - zamieszczam link do allegro. Powyżej fotki.
Kolejne 2x7km i nic się nie dzieje.   [2010-01-06 18:31:19]
Bardzo spokojnie w obecnym 2010 roku. Jeszcze nawet nikt mnie nie chciał rozjechać na przejściu dla pieszych, nikt nie zatrzymał się nawet na pasach, co więcej, niektórzy nawet się zatrzymują żeby przepuścić biegacza/rowerzystę. Może wypoczęli wszyscy przez święta i się polepszyło? Chociaż na jakiś czas może.
Dzisiaj przypadał dzień na bieganie. Ze względu na pęcherz na śródstopiu pobiegłem w nieco szerszych NewBalance. Szersze, za to mają znacznie słabszą amortyzację - czułem to w kościach piszczelowych i kolanach. W poniedziałek było dobrze bo sporo śniegu na chodnikach, a dzisiaj beton i co najwyżej głęboko zmarznięta ziemia. W końcu buty zdecydowanie do biegania w terenie. Do tego pęcherz pękł (blech). Jutro rowerem, ale nie sądzę żeby do piątku było dużo lepiej, najwyżej nakleję sobie Compeed'a, już dawno nie było takiej potrzeby - "twardym trza być nie miętkim".

Słuchając radia w pracy dowiedziałem się o jakimś konkursie blogów - a co mi tam, dodałem i swój. Nie liczę na żadną ilość głosów, ale może paru odwiedzających zainteresuje się conieco jak to fajnie sobie pojeździć i pobiegać. Specjalnie dla nowych odwiedzających poniżej mapka dzisiejszej trasy. Pozdrawiam wszystkich wchodzących ze strony konkursowej.




Energetyczny dzień   [2010-01-05 20:36:11]
Dzisiaj moc była ze mną. Wielki power, co prawda nie pojechałem tak jak chciałem dookoła, bo pospałem 20 minut za długo, ale za to wieczorem poćwiczyłem na siłowni. Dawno już takiego konkretnego treningu nie zrobiłem, aż się trzęsę :D
W sumie to wyszło na to dzisiaj pierwszy raz w tym roku jechałem na rowerze. Napęd kończy żywot, duży tryb ślizga przy starcie - można się zabić, kaseta strzela łańcuchem, korba też strzela na suporcie. No ale teraz nie ma sensu zmieniać, do wiosny jakoś trzeba dojechać.

Spadam wypocząć.





Energetyczny dzień
-------------