Zwiększone zapotrzebowanie na moc.[2010-02-06 16:25:39]
Zauważyłem że od jakiegoś czasu mięso nie nadąża z regeneracją. Pomimo ćwiczeń na siłowni poza bieganiem i jeżdżeniem, a nawet trzymaniem stałej wagi zauważyłem kurczenie się mięśni szczególnie w barkach i plecach, a z drugiej strony więcej tkanki mięśniowej na nogach. Organizm próbuje sobie jakoś wyrównać i pobiera tam gdzie mniej potrzebne. Do tego szybciej kończył mi się power w mięśniach niż męczyłem się kondycyjnie. Dlatego zwiększyłem spożycie białka o jakieś 50% i efekty niemal natychmiastowe, przynajmniej podczas biegu - po przebiegnięciu 10km nadal czuję siłę w mięśniach. W środę do pracy biegłem w czasie 38 minut, a biorąc pod uwagę słabe warunki - śnieg i postoje na światłach - wydaje mi się całkiem nieźle i nawet specjalnie nie ziałem. Co do siłowni - zobaczymy, jeszcze za wcześnie cokolwiek mówić.
Dzisiaj szurnąłem się rowerem po mieście, miłe zaskoczenie ze odśnieżona całkiem spora ilość ścieżek rowerowych, przynajmniej te po których jeździłem, na Chełmie i w Głównym. A conajmniej ubite na tyle że spokojnie da się jechać. Poza tym zimno, nogi mi zmarzły. No ale jak jest zima to musi być zimno.
Tymczasem spadam na sok z kiszonej kapusty :D
-------------
Przebiegi luty:
Rower: 56,5km Biegi: 27,5
Służby odśnieżające dały dupy.[2010-02-02 21:39:28]
Katastrofa. Dojazd do pracy 45 minut. Podobnie powrót. Nie rozumiem, wcześniej chociaż niektóre chodniki były odśnieżane. Dzisiaj gigantyczne zaspy i błoto śniegowe z solą za kostki. Temperatura na plusie, zapadałem się nawet w niby ubite śnieżki. Miejscami musiałem nieść rower po kilkadziesiąt metrów. Ale za to po próbach jeżdżenia w takich warunkach żadne błoto w maratonach nie będzie straszne :)
Poza tym miałem pobiec do pracy a nie jechać rowerem, pokarało mnie. Zaspałem jak zwykle, jutro wstanę wcześniej (chyba).
Obiecałem opisać jeszcze sytuacje spotkania z agresją w zeszłym tygodniu. Taka akcja się zdarzyła: trafły się wywiadówki w szkole, ultraspeedem pojechałem do domu, przebrałem się w cywilne wdzianko i idę spokojnie do szkoły. Jeszcze słowo o wywiadówkach i szkole. Ulica przy szkole jest na pod ostrym kątem do góry, do połowy długości. Z dwóch stron zakręty 90°. Nic nie widać co na drugim końcu. Ludzie odbierający dzieci ze szkoły samochodami parkują na jednym pasie. Przejezdny jest tylko jeden. Dodając do tego zwielokrotnioną ilość samochodów, wiadomo co się dzieje, gigantyczny koras i samochody maskami do siebie na przełamaniu górki. Nie sposób się wyminąć na jednym pasie, bo jeszcze z boku drogi spory nasyp ze śniegu.
Ale zawsze znajdą się lepsi i znaleźli rozwiązanie - czemu by tak nie wjechać jeszcze na skrzyżowaniu na chodnik i nie jechać nim rozpędzając dzieci wracające ze szkoły? No i jedzie dwóch kretynów z góry. Ludzie oczywiście nie reagują, bo poco. To jeszcze bardziej mnie wkurzyło, idę naprzeciwko samochodu a ten gnój nawet nie zwolnił, no nie było wyjścia zszedłem na bok , jeszcze się otarłem o lusterko. Drugiego już celowo pacnąłem ręką po lusterku - no masz, zatrzymał się. Jako że byłem już za samochodem, raczyłem się cofnąć do kierowcy - a ten okazał się sięgająca mi do nosa trzydrzwiową szafą. No cóż, uciekać nie będę, najwyżej urwie mi głowę. Nie urwał, ale zaczął krzyczeć coś o zębach, chujach i podobnych. Zacząłem mu klarować że to on jedzie po chodniku więc ogólnie niech się odwali, no ale kazał mi spierdalać. Tym razem nie miałem pomysłu, więc wymownie spojrzałem na tablicę rejestracyjną, kolega debeściak powtórzył prośbę żebym "sobie poszedł" co skwapliwie uczyniłem. To jeden z tych przypadków, kiedy nie wiadomo co zrobić... Gościu jakby mnie pacnął, pewnie przeleciałbym malowniczo parę metrów, moje argumenty zresztą i tak nic nie dały. Później jeszcze specjalnie poszedłem tam z psem, wiele się nie zmieniło - co chwile jaki lepszy uważał że skoro jest korek, to czemu nie mogę pojechać po chodniku... A inni jakoś byli w stanie poczekać te parę minut i nie robić niepotrzebnego zamieszania. Nieedukowalni, to sprawdzone. Jeśli już osoba decyduje się na tego typu jazdę, uważa się za usprawiedliwioną, tego nie przeskoczy żaden argument.
-------------
Zdjęcie słabej jakości bo ciemno i aparat niedostosowany, w każdym razie ten pas bliżej służy jako parking, a ten drugi jest w dwie strony. Samochody stoją naprzeciwko siebie i sytuacja patowa.
DZIAŁA![2010-02-01 20:56:13]
Strona już działa. Nie działała bo zapomniałem opłacić faktury za serwer :/ A jak przypomnieli, to szmalu zabrakło i trzeba było czekać do wypłaty. Mniejsza z tym.
Mamy luty - styczeń zakończył się chyba najsłabszym od dwóch lat przebiegiem na rowerze - 186km. Biegowo też nie najlepiej - 62km :( Na szczęście nie wynikają z braku chęci, tylko z braku warunków, dzisiaj na przykład jazda z pracy na rowerze była koszmarem - temperatura około zera, błoto pośniegowe z solą na 20-30cm. Nijak się da jechać. Rano za to zlodzone wydeptane ślady na ścieżkach. Poza tym trochę na desce pojeździłem - nowa sprawność rozwijana, ostatnio w Wieżycy. Nie wiem co ludzie widzą w tej górce - krótka, wcale nie taka stroma, kiepski dojazd, obsługa też jakaś taka opryskliwa. Słabo. Pogoda też nie dała rady - zawieje i zamiecie. Wybrałem się LandCruiserem z Marcinem, poza tym jeszcze Radek, Daniel i kolega Bartek pojechali Golfem. My uderzyliśmy sobie przez zasypane wiochy, a zasypało w drodze powrotnej tak, że tylko jeden pas na środku a po bokach zaspy na półtora metra. Rumakowanie skończyło się w zaspie w rowie - wyleciał z naprzeciwka nadgorliwy człowiek w czapce z daszkiem, gnój sie nawet nie zatrzymał. Półtorej godziny odkopywania wozu saperką... Gdyby nie uprzejmi panowie z BMW z wielką łopatą, zeszłoby 3 godziny. Tyle jeśli chodzi o deche.
Rower - wiadomo, tylko do pracy i to spokojnie, inaczej się nie da. Z bieganiem różnie, przy -20°C dla mnie jeszcze nie bardzo, szkoda płuc, za to jak się w końcu wybrałem po dwóch tygodniach to nogi zapomniały do czego służą buty biegowe i znowu załatwiłem sobie stopy. Otarłem śródstopia. Nie wiem o co chodzi, jakaś porażka. Ostatnio było wszystko git, ale rozbiegałem dzień po dnu, dzisiaj zaopatrzyłem się w plastry Compeed i lecę jutro nogami do pracy. Wyjdzie na to samo jakbym jechał rowerem, dzisiaj wracałem jakieś 50 minut. Biegiem będzie szybciej.
Miałem tez znowu spotkanie z agresją, ale nie chce mi się dzisiaj już pisać - jutro opisze zdarzenie.
A jeszcze - wczoraj z rodzinką pojechaliśmy sobie na charytatywny mecz hokeja - całkiem fajnie, tylko zmarzłem potwornie. No ale trudno się spodziewać upałów na lodowisku. Grały ze sobą drużyny żużlowców, dziennikarzy i księża. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie rzesze fanatycznych parafian i stronniczy konfenansjer, który pozytywnie relacjonował zagrania księży, a media wręcz mieszał z błotem. No cóż, księdzem był. Miłuj bliźniego jak siebie samego :D Beke miałem jak jeden z zawodników księży czapnął się z dziennikarzem, mało kaski nie poleciały hehe.
Ostatni bieg (Jendrek i Ozyrys też). Słabe warunki, wydeptane ścieżki w śniegu a i tak w buty się sypało. Ślisko. Cztery kółka wokół zbiornika plus droga do chaty.
-------------
Daniel na desce:
Rower dla odmiany[2010-01-18 22:12:28]
Poniedziałek - dzień biegania do pracy. Nawet warunki dzisiaj sprzyjały, tylko -3°C i śnieg padający pół nocy. Niestety, boli mnie każdy najmniejszy mięsień pod skórą, do tego wielki siniak z krwiakiem na udzie. Wolałem odpuścić i wejść na rower. W sumie śniegu nie tak dużo, spadło raptem kilka centymetrów. Noo to się "przejechałem". Tak trudnych warunków na rower jeszcze tej zimy nie było, nawet jak spadło 20cm i było 18 stopni mrozu. Dzisiejszy śnieg był koszmarnie śliski, do tego lepki tak mocno, że moment miałem zapchane SPD i cały napęd. Co gorsza zostawiłem w pracy ochraniacze na buty, a te całe oblepione po chwili. Nie było szans utrzymać się na żadnej ścieżce nieodśnieżonej, nawet przednie koło wpadało w uślizgi a tylne wogóle brak przyczepności. Na ulicach tak samo lepkie błoto pośniegowe, z powrotem jeszcze gorzej bo więcej śniegu. Jechałem ponad 40 minut. Na szczęście od środy ma być większy mróz, może będzie tak jak ostatnio :)
-------------
Deską po krawędziach.[2010-01-18 08:47:37]
Ciąg dalszy jeżdżenia w dół. Dzisiaj pomimo ostrego wiatru i miliona ludzi na stoku w Trzepowie był już "fun na maxa". Wybraliśmy się z Moniką, Kasią i Jendrkiem - ja podpatrzyłem jak jeździć z tylnej na przednią krawędź, a Kasia z Jendrkiem za to jak używać tylko tylnej. Nooo i przynajmniej gleby były porządne, jak przy dużej prędkości przy przejściu na przednią, tylna stoku załapała - zjechałem z 10 metrów na plecach głową w dół.
Tym razem wziąłem większe buty, znacznie wygodniej i przyjemniej. Za to wielki siniak od liny wyciągu, no niestety - nie jest dostosowany do "snołbordzistów", linę trzeba trzymać przełożoną przez udo. Jendrek dzielnie ćwiczył wyciąg i pod koniec zabawy już wjeżdżał. Kasia dała sobie spokój, po ostatnim razie miała dość upadków na tylną część ciała. Monia dalej szlifowała narty, tym razem już z samej góry i korzystała bez problemu z wyciągu. Zaliczyła tez koncertową glebę - słabo ze skrętami gwałtownymi, a jakiś gamoń widząc że jedzie prosto na niego nawet o pół metra się nie ruszył. No i narty ręce nogi we wszystkich kierunkach poleciały. Później z Kasią pobawiły się nową atrakcją - snowtubbing - fajna sprawa, jazda w rynnie na dętce, obydwie wróciły uchachane.
Osobiście chętnie skorzystałbym z dłuższego stoku, żeby rozpędzić się jakoś godnie, niestety najbliższy gdzieś w górach :( Kiedyś na pewno się wybiorę.
Wrzuciłem na jutuba filmik z pierwszego ślizgu na desce z piątku. Absolutny mój pierwszy raz hehehe.
-------------
Na zdjęciu głównym Kasia i Jendrek.
Dzisiaj ostry wiatr, że ze stoku spychało :)
Potwornie nas wyziębiło.